oto I owo

Przeinaczenie

Posted in kryminałki, miniatury literackie by hajton on 7 marca 2011

Dwaj faceci pochylali się nad ciałem. Sprawdzali czy gość żyje? Może. Ale na pewno nie po to, by wezwać pogotowie. W ręku jednego dyndała klamka; dałbym głowę, że jeszcze dymi, a huk ciągle przetaczał mi się przez głowę. Drugi trzymał rękojeść noża w sposób wykluczający chęć grania w pikuty. Co to były owe pikuty – nie wiedziałem, ale kiedyś, gdy chwyciłem nóż po swojemu, szef odezwał sie do mnie z pogardą: co ty, w pikuty będziesz grał? Zapamiętałem to na całe życie. No, więc ten tutaj najwyraźniej nie miał sportowego zacięcia. Mógł co najwyżej przypieczętować (na czerwono) dzieło rozpoczęte przez klamkarza.

Poznałem ich, a jakże. To byli ludzie Mariana. Sam miałem z nimi  na pieńku. Ale znów się wywinąłem. Leżący gość nie miał tyle szczęścia. Cóż; ryzyko fachu. Branża niepewna i nerwowa. Prędzej czy później noga może się powinąć. Tym razem padło na niego. Kiedyś przyjdzie pora i na nich. A na mnie? Pewnie też. Kolej rzeczy.

Moja rola polegała na dostarczaniu im towaru i odbieraniu zapłaty. Ale nigdy w tym samym podejściu. Ryzyko należy minimalizować. Towar bez kasy to ledwie pół dowodu. Za to kasa bez towaru to brak dowodu. Logika podpowiada jak postępować. Byle tylko bilans się zgadzał. Jak u lotników: tyle samo startów co lądowań. 

A numer można wywinąc tylko raz. Ostatni raz.

Co innego, gdy się pokombinuje. Żal mi było kolesia, który tam leżał. Domyślałem się kto to, chociaż go zasłaniali. Najwyraźniej doszli do wniosku, że to on ich robił w hawełkę…

Przekazywałem im biały proszek albo pokruszone liście. Średnio dwadzieścia porcji, z których ja kompilowałem dwudziestą pierwszą. Oczko! Z czegoś trzeba żyć, nie? Człowiek ryzykuje, płacą mu jak kot napłakał i jeszcze się dziwią, kiedy zgrzyta zębami. Tym sposobem po miesiącu miałem dwadzieścia porcji. Utarg oddawałem cały, bo kasę trudniej zwinąć. Zresztą, z szefem nie chciałem mieć do czynienia.

Ale urwany towar – nawet po cenie dumpingowej – miał swoją wartość. Żyło się dostatniej. Jełopy nic nie zauważyły. Woziłem się tak z nimi już trzeci miesiąc. Aż do dzisiaj.

Szkoda faceta…

Nie, nie miałem wyrzutów sumienia. Padł ofiarą pomyłki, ja w tym palców nie maczałem. Pewnie komuś przyszło do głowy ważenie. Wyszedł brak i… od razu padło na mojego zmiennika. Zawsze był taki bezczelniejszy i pewniejszy siebie.

Teraz trzeba się przyczaić. Albo… Odłożyłem dwadzieścia pięć porcji. Na czarną godzinę. Może czas pomyśleć o własnym biznesie? Ile się można wysługiwać za grosze? I to bez kontraktu i emerytury… A tak będzie jeszcze na – laski mówią: waciki – faceci: wodę po goleniu. I ktoś tu pintroczy o równouprawnieniach i parytetach. Różnica jest różnica. Fundamentalna.

– Chcesz trochę wody po goleniu? – zapytał kiedyś szef jednego leszcza, co to mu się zdawało, że mądry jest. – Yezzz – zaburczał tamten hardo. – Sie robi – powiedział szef i przeleciał mu po goleniu jakimś płynem. Kwasem, jak się okazało. A po goleniu w sensie, że po kolanie.

No dobra, koniec dygresji. Zmywam się. Zaraz zbiegną się ludzie, potem psiarnia. Lepiej mieć do tego dystans – jak mówił pewien koleś oglądający mordobicia wyłącznie w telewizji.

Coś mnie jednak zdziwiło. Właściwie dlaczego ja to wszystko widziałem? A mnie nikt nie zauważył?

Odpowiedź była prosta: wyrabiałem się. Byłem coraz lepszy! Spojrzałem wokół. Brama. Wszystko działo się w bramie. To wiele tłumaczyło. Wystarczyło ukryć się za załomem. Ruszyłem lekko, leciuteńko, bez hałasu i… już byłem na ulicy…

Ja parasolę! To niesamowite! Jestem Harry Potter i przenikam przez mury! Byłem dobry, ale że aż tak? A więc dalej, przed siebie. Ruch nie kosztował mnie najmniejszego wysiłku. Zachwycony, nie zważałem na ludzi, którzy potrącali mnie, jakbym był powietrzem. Nikt nie powiedział nawet „przepraszam”.

Ot, kultura miejska, psia ich grzywka…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: