oto I owo

Historia pewnego tytułu

Posted in miniatury literackie, zabawy literackie by hajton on 2 stycznia 2011

Według niektórych źródeł, etymologia słowa bistro (potocznie – miejsca szybkiej przekąski i/lub przepitki) sięga czasów rosyjskiej okupacji Paryża (1816-1818), kiedy to kozacy, zniecierpliwieni tempem pracy francuskich kelnerów, pokrzykiwali na nich: „Bystro! bystro!”.

Mało kto jednak wie, jakiemu zdarzeniu zawdzięcza swoje nazwisko tytułowy bohater poematu dygresyjnego Aleksandra Puszkina (którego sławę zwielokrotniła opera Piotra Czajkowskiego). Poeta rosyjski, wielbiciel twórczości Georga Byrona, interesował się kulturą – również materialną (z kulinarną włącznie) Anglii. Szczególnie fascynował go gin – nieznany w Rosji napitek, będący jakoby dopingiem twórczym angielskiego romantyka. Puszkin nakazał sprowadzić z Wysp całą skrzynkę trunku, jednak pierwsze wrażenia smakowe tak go rozczarowały, że natychmiast wydał polecenie głębokiego ukrycia całego zapasu (na szczęście, przez szacunek dla Byrona, nie nakazując wylania zawartości butelek). – To dobre dla kobiet – miał wówczas powiedzieć.

Lata później zdarzyło się, że posiadłość Bołdino, w której artysta intensywnie pracował nad nowym dziełem, została odcięta od świata przez niezwykle intensywne opady śniegu. Któregoś wieczoru Puszkin – jak niejeden rasowy twórca – wspomagający się niekiedy alkoholem, zażądał od służby wódki. Niestety, jej zapas został wyczerpany już kilka dni wcześniej. Aliści ktoś ze służby przypomniał sobie o schowanej w piwnicy skrzynce jałowcówki. Obsługujący Aleksandra służący postanowił zaryzykować; przelał alkohol do karafki, jednocześnie napełniając nim do połowy solidny pucharek. Chwilę później, trawiony gorączką twórczą poeta chwycił kielich, opróżniając go jednym haustem.

– O, nie – gin! – miał podobno krzyknąć strasznym głosem (wymawiając nazwę trunku bez dbałości o językową poprawność). Podsłuchujący pod drzwiami służący (Polak z pochodzenia), wziął początkowo ostatnie z wykrzyczanych słów za: giń! Przerażony, że nadpobudliwy artysta chce popełnić samobójstwo (ewentualnie zamierza uśmiercić któregoś z bohaterów powstającego utworu; tu się zresztą nie pomylił), wbiegł czym prędzej do pracowni. Ku wielkiej uldze zastał jednak Puszkina z dość przyjemnym, by nie rzec – rozaanielonym – wyrazem twarzy. Minione lata wysublimowały bowiem smak Aleksandra Siergiejewicza. Po pierwszej, zakorzenionej w pamięci reakcji obronnej, jego organizm zareagował pozytywnie na perfumeryjny smak i zapach angielskiego trunku. 

– To nic, to nic!.. – rzucił pisarz uspokajająco pod adresem kamerdynera, nie przypuszczając nawet, że w wieszczym jasnowidzeniu wymienia drugi (podwówczas jeszcze nieznany) ze składników klasycznego w przyszłości longdrinka.

Odtąd prace nad poematem potoczyły się szybko i sprawnie, a ich ukończenie zbiegło się w czasie z wyczerpaniem piwnicznego zapasu. Na pamiątkę fortunnego zdarzenia, Aleksander Puszkin ochrzcił swojego bohatera – i cały poemat – imieniem: Eugeniusz ONIEGIN.

Już widzę purystów, w oburzeniu wołających: TO SCAndal! Kto wie; może kiedyś podejmę i to wyzwanie?..

Reklamy
Tagged with: , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: