oto I owo

Kronika ptaka nakręcacza czyli bejsbol po japońsku

Posted in felieton literacki, O KSIAŻKACH by hajton on 12 lipca 2010

Oto garść (raczej garstka) refleksji po lekturze słynnej powieści Haruki Murakamiego. Jednym z istotnych atrybutów  jest w książce bejsbolowy kij (element sprawczy czynny). Zastanawiałem się nad niezwykłym skróceniem perspektywy; z ociekającej znaczeniami dyscypliny sportowej (co z tego, że dla większości nieczytelnej), ekstrahuje się jeden z  podmiotowych fragmentów, nadając mu byt samodzielny. Owszem, w literaturze i filmie istnieją precedensy: rakieta tenisowa służąca do odcedzania makaronu („Garsoniera”, reżyseria Billy Wilder), lub – w przeciwną stronę – patelnia, przejmująca funkcję paletki do pingponga (Mikołaj Ostrowski, „Jak hartowała się stal”. Oj, czy na pewno? Stal o celuloid? Skądże! Jestem w głębokim błędzie. Stoję w nim po pas. A właściwie zapadłem się weń niczym w głębiny Rowu Mariańskiego. Nie mylić z Rowkiem Mariana.). Tu jednak mamy do czynienia z gestem bez porównania śmielszym, nasycającym wspomniany kij zupełnie nowym, nieprzeczuwanym dotąd sensem. Świadomość i podświadomość, walcząc o prymat w jestestwie człowieka, szachują się wzajemnie (twórczy paradoks: bejsbolowy kij wytyczający porządek na szchownicy)  jakąś przewrotną, współczesną wersją mieczu Damoklesa: kijem Okady. Jednak historia (tudzież geografia) zna przykłady pójścia na dużo większe skróty. O ile bowiem w Japonii bejsbol jest sportem nie tylko znanym, lecz także niezmiernie popularnym, o tyle istnieją krainy, które  ledwie próbowały w swoim czasie jego rodzimej wersji zwanej palantem. Przyjęła się głównie nazwa, zyskująca nieoczekiwaną mnogość zastosowań i odniesień. Besjbol jako gra, z precyzyjnie określanymi zasadami i dramaturgią, pozostaje tam nieznany. Co innego kij bejsbolowy; jego ponadsportowy uniwersalizm został dostrzeżony z jaskrawą intuicją, choć przecież ze szlachetnym duchem rywalizacji nie rozstał się całkowicie, znajdując zastosowanie w rodzinie tak zwanych rozgrywek okołofutbolowych.

Przejdźmy do drugiego z atrybutów występujących w książce. Jest nim studnia (element sprawczy bierny). Przyznaję, że działa na moją wyobraźnię znacznie mocniej. Ale nie ta, służąca głównemu bohaterowi oddawaniu się bliżej niesprecyzowanym seansom (gwoli ścisłości dodajmy, że pomaga mu w nich właśnie ów bejsbolowy kij), tylko wspomniana w innym miejscu, do której mongolscy żołnierze wrzucają porucznika Mamiyę. Jest tam króciutki fragmencik – w czytaniu trwa  on sekundy, w czasie realnym niewiele więcej – który wydaje mi się prawdziwym sercem powieści. I wcale nie jestem jedynym, który tak uważa. Nanji Hanamoto ujął swą fascynację w lapidarnym (a jakimż by innym?) haiku. Niestety, w oryginale tekst jest dla mnie nie do przejścia; szczęśliwie dokopałem się do angielskiej wersji, której twórcą jest Jonathan Naomi. W nieudolnym spolszczeniu brzmiałoby to mniej więcej tak:

studnia bez wody

kropla człowieka na dnie

nagle światło – satori

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: