Krótkie historie trucizn – (5/5) – epilog

Sposób na zatrucie rwąco-ćmiącego zęba (przypomnijmy: potraktowanie go śladową dawką cyjanku) okazał się doskonały. Na trwałe rozwiązał problem inspektora. Podobnie, jak wszystkie inne jego zmartwienia. Porcyjka z powodzeniem zatruła zęba wraz z właścicielem. W związku z powyższym, z żalem przychodzi nam zakończyć krótkie historie trucizn.

P.S.

Być może przed młodszym posterunkowym Bocianem, niczym ukwiecona i użabiona łąka, rozścieliła się teraz szeroka aleja do awansu i nowych przygód, ale… To już zupełnie inne historie.

Krótkie historie trucizn – (4/5)

Inspektora od paru dni wściekle bolał ząb. Nie pomagały okłady, a środki przeciwbólowe przestały już działać. Nic jednak nie było w stanie skłonić go do wizyty w gabinecie stomatologicznym. Od samego rana co pewien czas uśmierzał ból łyżeczką wódki. Jeśli tak dalej pójdzie, to pod koniec służby będę pijany – myślał. I jeszcze ta sprawa. Jak zwykle w przypadku otruć, mało czytelna.

- I to jus wsystko, co macie do powiedzenia?

- Niestety, tak. – Poetyckie nastroje posterunkowego Bociana ulotniły się dziś bez śladu. Powróciła charakterystyczna dlań lakoniczność wypowiedzi.

- No dobze, zreasumujmy. Kto znalazł ciało denata?

- Posterunkowy Zdzisław Janek. Nad ranem to było.

- Ocywiście, pseciez wiadomo, ze ofiary otruc znajduje się dopiero nad ranem! – kolejna łyżka czystej dodała animuszu zbolałemu inspektorowi. – Nikt psyzwoity nie truje  bliznich w ciągu dnia. Chyba, ze słownie truje… – Spojrzał wymownie na Bociana. – I co, absolutnie zadnych poslak?

- Posterunkowy Janek mówił, jakoby wokół denata unosił się zapach migdałów.

Twarz inspektora stężała nagle. Przypominała teraz pysk gończego, który uchwycił poszukiwany trop.

- Cy Janek jest tego pewny? – Zapytał pro forma.

Bowiem znał odpowiedź. Już wiedział czym otruto kobietę. Jak również, czym potraktuje okropnie bolącego zęba.

Krótkie historie trucizn – (3/5)

– Kiedy to się mogło wydarzyć? – dzień dobrze się nie zaczął, a już były zwłoki.

– Nie mam pojęcia. Patolog nie przysłał jeszcze wyników. Pewnie w nocy. Szurum–burum i po zabawie…

– Burum… taa… – Szykowała się kolejna ze spraw trudnych do wyjaśnienia. – A co tam właściwie się działo? Jakaś uroczystość, feta?

– Tańce, wina i steki. – Starszy posterunkowy Bocian był dziś w opisowym nastroju. – Pili, brali i się doigrali. – Również poetyckim.

– Brali… taa… – Światło w tunelu – jeśli nawet było – to ciągle niezauważalne.

– Niestety, koniec balu panno Lalu.

– Lalu… taa… – inspektora coś zaczynało strasznie irytować. Jeszcze nie wiedział co, ale był na tropie.

– Ura–bura, byle wypić i zakąsić ogóra. – Bocian rozpościerał skrzydła.

– Bura… taa.. Cholera! Co wy mi tu?! Przestańcie z tymi rymowankami, bo mnie zaraz szlag trafi!

Zapadła cisza.

– A co oni tam pili? Zabezpieczono chociaż próbki? – inspektor usiłował zawrócić w koleiny merytorycznego śledztwa.

– Oczywiście, że tak. Jak nic, chlali jakieś świństwo. Cyku–cyku i po krzyku… – Bocian zbladł, po czym zamarł. – Przepraszam inspektorze…

Ale twarz przełożonego rozjaśniała się. Starszy posterunkowy dostrzegł na niej wręcz zapowiedź uśmiechu.

– Cyku… taa… Chyba już wiem, co zaszkodziło poszkodowanej…

Krótkie historie trucizn – (2/5)

– Więc mówi pan, że ciało znaleziono w pobliżu woliery?

– Tak, przed samym wejściem. Wygląda na to, że zmarły miał zamiar wejść do środka.

– Dlaczego pan tak sądzi?

– Bo zasuwka była odsunięta, a drzwi lekko uchylone.

– Myśli pan, że coś mu się stało właśnie w tym momencie?

– Na to wygląda.

– A co denat tam właściwie hodował?

– Nic specjalnego. Kury, papugi…

– Kury i papugi? Ciekawy zestaw…

Zapadła cisza.

– Taaak… Mamy więc prawdopodobnie do czynienia z najnormalniejszym w świecie atakiem serca…

– Też tak myślałem, ale…

– Ale? – czujnie podchwycił inspektor.

– Ale jest coś, co nie daje mi spokoju.

– A mianowicie? – wyciąganie informacji ze starszego posterunkowego Bociana było istną katorgą.

– Jego szyja. Wygląda, jakby ktoś ją pokłuł. Albo…

– Niechżesz pan mówi! Czy muszę wyrywać panu każde zdanie z osobna?!

– Albo… podziobał…

– Czy te jego ptaki mogły być agresywne?

– W takim stopniu, w jakim mogą być agresywne kury albo ary – Bocian relatywizował filozoficznie.

– A czy jest pan pewien, że żaden z ptaków nie wyfrunął z woliery?

– Trudno je tam wszystkie policzyć. Rodzina była w szoku. Tylko… żona denata wspominała o jakimś dziwnym gatunku, który mężowi rzekomo udało się wyhodować. Ale nie wiemy jaką wartość mają jej słowa.

Inspektor zbladł. Po chwili wstał zza biurka i strasznym głosem powiedział:

– Boże! Ja już wiem co go zabiło. To była kurara…

Krótkie historie trucizn – (1/5)

- Oczywiście i tym razem nie wiadomo, kto ofierze podał truciznę? – seria tajemniczych zgonów przywodziła na myśl działalność samej Lukrecji Borgii. Jeszcze chwila i cała kamienica przeniesie się do wieczności. Zebrani milczeli. Na nic wysublimowane techniki łowieckie. Inspektor przyglądał się im z troską. Jego orły, sokoły i jastrzębie wciąż znajdowały się w punkcie wyjścia. Wtem, na schodach komisariatu zadudniły raptowne kroki. – Inspektorze! Inspektorze! Znalazłem! – Starszy posterunkowy Feliks Bocian robił wrażenie szczerze przejętego. – Już wiem, kto to robi… – z trudem łapał oddech. – Tak? – inspektor nie wydawał się przekonany. Ten Bocian lubił klekotać dziobem, ale żab od tego nie ubywało.

- To obywatelka – Bocian popatrzył w notes – …Strych… Nina…

- No, no – inspektor spojrzał z niedowierzaniem. – I jak na to wpadliście?  

- Przez dziurkę od klucza. Podejrzałem ją gdy faszerowała ciasteczka trutką na szczury.