Co z tego, że X. urodzony był w niedzielę (i to w czepku), szpakami karmiony i nie dawał sobie w kaszę dmuchać? Nad jego głową zbierały się czarne chmury. Już tam szykowali się, by nabić go w butelkę, a może nawet wystrychnąć na dudka…
W powyższym przykładzie ani jedno z przytoczonych zdarzeń nie zachodzi literalnie. A jednak sens jest czytelny: w życiu szczęściarza i spryciarza miało dojść do nieprzyjemnych zmian…
Każdy krąg językowy lub kulturowy posiada metafory, które na pierwszy rzut oka (czy okiem dałoby się rzucić więcej niż raz?) mogą brzmieć dziwnie, a przede wszystkim – niezrozumiale. Dla przykładu: po książkach pisarza widać gdzie zaopatruje się w musztardę - co należy odczytać jako: nietrudno wskazać źródła jego inspiracji (autentyk z Flandrii).
A jednak marzy mi się, aby – parafrazując klasyka – myśl giętka łapała wszystko co pomyśli głowa…
Z ubolewaniem doszedłem do wniosku, że sztuka przenośni jakoś się u nas nie rozwija. Gdzie te czasy, gdy sprawdzano co w trawie piszczy, masowo urywano się z choinek czy choćby piekło raka…
Kiedyś jechało się do Rygi, teraz – po prostu rzuca pawia…
Czas ruszyć na ratunek zaniedbanemu środkowi stylistycznemu. Wiwat wolność skojarzeń! Wyobraźnio, ruszaj w tany!
- Znawca cynamonu – człowiek doskonale zorientowany w cenach soli i pieprzu na światowych giełdach
- Ten to lubi potańczyć z żabami – amator oliwy z oliwek pierwszego tłoczenia
- Ty maślaku żelem faszerowany – ty obłudny piewco budyniu
- Zaryć tratwą w darń – nie odebrać na czas butów od szewca
- Strugać rabarbara – nie dodać do kompotu ani jednego goździka
- Żreć żyrafę – ganić hipopotama
- Żywica nie baba – całkiem zgrabny krasnoludek
To ostatnie daje się zresztą stosować obustronnie.
- Całkiem zgrabny krasnoludek – żywica nie baba