Inspektora od paru dni wściekle bolał ząb. Nie pomagały okłady, a środki przeciwbólowe przestały już działać. Nic jednak nie było w stanie skłonić go do wizyty w gabinecie stomatologicznym. Od samego rana co pewien czas uśmierzał ból łyżeczką wódki. Jeśli tak dalej pójdzie, to pod koniec służby będę pijany – myślał. I jeszcze ta sprawa. Jak zwykle w przypadku otruć, mało czytelna.
- I to jus wsystko, co macie do powiedzenia?
- Niestety, tak. – Poetyckie nastroje posterunkowego Bociana ulotniły się dziś bez śladu. Powróciła charakterystyczna dlań lakoniczność wypowiedzi.
- No dobze, zreasumujmy. Kto znalazł ciało denata?
- Posterunkowy Zdzisław Janek. Nad ranem to było.
- Ocywiście, pseciez wiadomo, ze ofiary otruc znajduje się dopiero nad ranem! – kolejna łyżka czystej dodała animuszu zbolałemu inspektorowi. – Nikt psyzwoity nie truje bliznich w ciągu dnia. Chyba, ze słownie truje… – Spojrzał wymownie na Bociana. – I co, absolutnie zadnych poslak?
- Posterunkowy Janek mówił, jakoby wokół denata unosił się zapach migdałów.
Twarz inspektora stężała nagle. Przypominała teraz pysk gończego, który uchwycił poszukiwany trop.
- Cy Janek jest tego pewny? – Zapytał pro forma.
Bowiem znał odpowiedź. Już wiedział czym otruto kobietę. Jak również, czym potraktuje okropnie bolącego zęba.