Kto komu kim?

Homo homini lupus est - mawiali starożytni Rzymianie. Mieli rację, spotwarzając przy okazji wilka.

Sprawiedliwości stało się jednak zadość; ponoć najgorsza inwektywa, jaką można usłyszeć w watahach, brzmi: wilk wilkowi człowiekiem.

Ale przecież dwustronne relacje ludzko – wilcze zaledwie otwierają katalog nieograniczonych możliwości. Pomyślmy więc - jak w tytule - kto komu kim? I, ewentualnie, dlaczego…

Krowa krowie bocianem (bo wpycha się bezprawnie na pastwisko)

Bocian bocianowi żabą (bo skoczny jakiś taki)

Żaba żabie księżniczką (lub księciem) – tłumaczyć nie trzeba

Księżniczka księciu solą w oku (jeśli kontrkandyduje do tronu)

Tron tronowi nierówny (bo niektórzy tym mianem określają sedes)

Sedes bakelitowi filozofem (coraz trudniej to tłumaczyć)

Filozof mądrości norą (o zmiennej pojemności)

Nora królikowi popielniczką (jeśli król akurat palący)

Od trzech przykładów znajdujemy się na wyższym stopniu wtajemniczenia; już nie a do a ma się jak b, ale a do b ma się  jak c.

Możemy pójść dalej, tworząc kolejne piętra zależności: jeśli a do b ma się jak c, wówczas d do b ma się jak  a

Nora królikowi popielniczką a solniczka królikowi norą (jeśli odpowiednio duża)

Co należało dowieść!

Koniec świata

Dziwny to był spacer. Pies z całą stanowczością odmówił wejścia do lasu; próby nakłonienia go perswazją lub siłą, mogły zakończyć się rozerwaniem więzi albo smyczy. Jak dwa cienie przemykaliśmy poboczem lokalnej drogi, którą tego ranka poprowadzono objazd. Na jeden dzień, ze ścieżynki stała się arterią. Marsz - równolegle do spienionego i nadmiernego nurtu – nie należał do przyjemności. Mój towarzysz był niespokojny; raz z przodu, raz z tyłu – nigdy koło mnie - węszył nerwowo i było jasne, że wyczuwa w powietrzu jakiś potężny ładunek przerażającej go energii.

Aż naraz wszystko się zmieniło.

Nie przejechał już żaden samochód.

Zamilkły odgłosy dalsze i bliższe.

Pies uspokoił się.

I wówczas – z przeświadczeniem silniejszym od pewności – zrozumiałem, że nie ma już nic.

Właśnie skończył się świat.

Ta świadomość – miast przerazić – napełniła mnie uczuciem wiekuistej ulgi.

Od teraz już zawsze będziemy iść obok siebie.