Cytaty z przerzutką

W czytanym tekście nieraz zdarza mi się odnaleźć fragment, który – precyzyjniej niż sam bym zdołał - oddaje pewną myśl. Niekiedy znów jest to wycinek odległy od moich własnych przemyśleń, a przecież wyjątkowo przemawiający do wyobraźni. Częstokroć mamy tu do czynienia z tekstami powtórzonymi, poddanymi jakby podwójnej destylacji. Stąd nazwa – cytaty z przerzutką.

Oto kilka przykładów. 

Woody Allen (wywiad dla magazynu Twój Styl) odwołuje się do rozważań Ericha Fromma, który twierdzi, że

albo świat Zachodu zdolny będzie do renesansu humanizmu, a nie tylko nastawiony na produkcję i pracę, albo Zachód zginie

Po czym od siebie już dodaje: 

I boję się, że faktycznie zginie, bo świat żyje głupią iluzją, że ekonomia jest ważniejsza od etyki, troska o pracę od troski o samopoznanie, a naród ważniejszy od ludzkości

 

Konstanty Jeleński (Chwile oderwane, słowo – obraz terytoria) przywołuje postać Witolda Gombrowicza:

nic dziwnego, że nienawistne mu jest przestarzałe pojęcie talentu, jako daru Bożego czy dziwacznej narośli, którą obdarzony jest artysta. Pojęcie to pokutuje po dziś dzień i stąd te pogaduszki, że “to drań, Panie, świnia, Panie, ale talent, Panie, paluszki lizać!” Tak jakby obrzydliwy jegomość prowadził na smyczy prześlicznego jamnika – swój talent

Gombrowicz odpowiada na takie postawienie sprawy w rozmowie z “pewną panią”: 

Przecież “talent” to puste słowo, na to, żeby pisać, trzeba być kimś, usilnie nad sobą pracować, nawet walczyć z sobą, to sprawa rozwoju…

 

I – na deser – cytat, który przytaczam z pamięci za Józefem Henem (Dziennik na nowy wiek, WAB 2009):

Boże, jak ten czas się wlecze!  

powiedziała jętka jednodniówka.

Niecytaty – niepisaty

Lektura jednej z książek Stanisława Lema – jak zresztą w przypadku większości jego dzieł – naprowadziła mnie na dość ciekawy trop. Jest to zbiór recenzji utworów rzekomo nieistniejących, lub nieistniejących rzeczywiście. A co – pomyślałem – gdyby rozejrzeć się dokoła i stwierdzić, że takich pozycji istnieje - lub nie istnieje - znacznie więcej? I cóż się okazało? Jest ich całe mnóstwo! Otworzył się przede mną sezam nieskończoności. Pustynia możliwości tak licznych, jak wszystkie ziarenka piasku zwielokrotnione dowolnym mnożnikiem. Żeby jednak nie powielać mistrza zbyt dosłownie, postanowiłem zmodyfikować formułę, ograniczając się jedynie do podania tytułu dzieła, oraz krótkiego cytatu, w którym – jak w warkoczu – splatają się jego wątki, i – jak w soczewce – skupia jego przesłanie. Nie od rzeczy będzie również podanie strony, z której pochodzi fragment (może też numeru rozdziału, ale to już nie obligatoryjnie). Myślę, że na podstawie tych trzech czynników (ewentualnie czech trzynników), da się uzyskać ogólne choćby wyobrażenie o całokształcie utworu. A jaka oszczędność czasu!

Na pierwszy ogień rzucam następujące passusy:

 …Torował sobie drogę średnio zręcznymi ruchami siekiery. Ten drugi przedzierał się przez tkaninę: wątpliwości, tęsknot i przeczuć. – “Rąbanki się zachciało?” – Milomłot nie krył oburzenia. – “A co? Nie bądź pan znowu taki spiderman” – Krągły dobrze wiedział, o co mu chodzi; gotów był walczyć ostrzem lub obuchem…

Powyższy fragment zaczerpnięty został ze strony 214, książki zatytułowanej “Siekiera i pajęczyna” (rozdział II – Ostrze albo obuch).

 

…Traktor uderzył w budkę telefoniczną z taką siłą, że jego koła rozjechały się w cztery strony świata. Z wiszącej na wiotkim kablu słuchawki ciągle dobiegał kobiecy głos: “Edison, jesteś tam jeszcze, czy jak zwykle “wkręcasz mnie w żarówkę”?”…

“Edison, Bell i Ferguson: biografie rozbieżne, czyli historia piłki po szkocku”. Strona 11.

 

…A człowiek tylko ścina, kroi, zacukrza, wpycha do słoików, kisi, ciasto piecze, kompot robi; jeszcze chwila i bimber każą pędzić. Od nadmiaru przetworów wczoraj złamała się deska w spiżarni. Do dupy z takim życiem…

“Urodzaj rabarbaru”. Strona przedostatnia.

Jeśli ktoś czytający te słowa (przy założeniu, że się Taki [-a] znajdzie), przez przypadek lub świadomie natknie się na trop jakiejś zagubionej, a przecież niewykluczonej książki, i w dodatku jeszcze zechce wysupłać z niej kluczowy fragment, a może nawet zamieścić go na tej stronie, będę niebywale wdzięczny. Tym to sposobem, wspólnymi siłami, zaczniemy ocalać od zapomnienia literacki dorobek ludzkości; ba, zaczniemy go wręcz pomnażać.  

P.S.

A co z autorami powyższych utworów? Nie wiecie czasem, komu możnaby je przypisać?