Życie jest zbiorem cyklów. Początków i zakończeń ujętych w niekończące się obramowania. Ten największy i najbardziej znaczący, to cykl narodzin i śmierci. Inny, towarzyszący nam rokrocznie, jest następstwem pór roku. Są cykle dni, tygodni i miesięcy, ale też cykle mrugania, jedzenia truskawek i odrzucania autorytetów. Oraz tak wiele innych, że każdy z nas z powodzeniem może dopowiedzieć swój ulubiony. Spróbujecie? Ja, dla przykładu, wspomnę o szczególnie osobliwym cyklu na dwóch kołach. To tak zwany motocykl. Nie mylić z motto-cyklem, zbiorem – no właśnie – mótt? mottów?.. I jeszcze jednym, wyjątkowo zakręconym, tym razem na – uwaga! – tylko jednym kole. To monocykl! Ponieważ cykliczność jest nam niejako przypisana, postanowiłem wyciągnąć z tego wnioski. Pewne wpisy na tym blogu zorganizowane zostaną w cykle i ukazywać się będą pod łatwymi do wyłowienia tytułami. Do udziału w poszczególnych seriach już teraz gorąco zapraszam. Wkrótce pierwsza z nich. Uwaga: autor zastrzega sobie prawo wyrażania się w cyklach szarpanych i nieregularnych.