<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	xmlns:georss="http://www.georss.org/georss" xmlns:geo="http://www.w3.org/2003/01/geo/wgs84_pos#" xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/"
	>

<channel>
	<title>oto I owo</title>
	<atom:link href="https://hajton.wordpress.com/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://hajton.wordpress.com</link>
	<description>w(y)prawki literackie</description>
	<lastBuildDate>Mon, 04 Jun 2012 13:59:49 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.com/</generator>
<cloud domain='hajton.wordpress.com' port='80' path='/?rsscloud=notify' registerProcedure='' protocol='http-post' />
<image>
		<url>https://s2.wp.com/i/buttonw-com.png</url>
		<title>oto I owo</title>
		<link>https://hajton.wordpress.com</link>
	</image>
	<atom:link rel="search" type="application/opensearchdescription+xml" href="https://hajton.wordpress.com/osd.xml" title="oto I owo" />
	<atom:link rel='hub' href='https://hajton.wordpress.com/?pushpress=hub'/>
		<item>
		<title>Niebieski ząb</title>
		<link>https://hajton.wordpress.com/2012/06/03/niebieski-zab/</link>
		<comments>https://hajton.wordpress.com/2012/06/03/niebieski-zab/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 03 Jun 2012 16:56:11 +0000</pubDate>
		<dc:creator>hajton</dc:creator>
				<category><![CDATA[felieton literacki]]></category>
		<category><![CDATA[żarty literackie]]></category>
		<category><![CDATA[bluetooth]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://hajton.wordpress.com/?p=3043</guid>
		<description><![CDATA[O ekspansywności języka angielskiego już kiedyś pisałem. Spolszczenia czasem się udają (window = okno), czasem mniej (Windows = Windows), niekiedy przyjmują formę przekorną (cocoa = kakao), kiedy indziej znów nikomu niewadzące słowo, zostaje ni stąd ni zowąd zastąpione przez angielski nowotwór (staromodny = oldskulowy). Stosunkowo najprościej jest ze skrótami: powtórzenie kilku literek – nawet w &#8230; <a href="https://hajton.wordpress.com/2012/06/03/niebieski-zab/" class="more-link">Continue reading <span class="meta-nav">&#187;</span></a><img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=hajton.wordpress.com&#038;blog=14252043&#038;post=3043&#038;subd=hajton&#038;ref=&#038;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://hajton.files.wordpress.com/2012/06/200px-bluetoothlogo_svg2.png"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-3051" title="200px-BluetoothLogo_svg" src="http://hajton.files.wordpress.com/2012/06/200px-bluetoothlogo_svg2.png?w=150&h=38" alt="" width="150" height="38" /></a>O ekspansywności języka angielskiego już kiedyś pisałem. Spolszczenia czasem się udają (window = okno), czasem mniej (Windows = Windows), niekiedy przyjmują formę przekorną (cocoa = kakao), kiedy indziej znów nikomu niewadzące słowo, zostaje ni stąd ni zowąd zastąpione przez angielski nowotwór (staromodny = oldskulowy).</p>
<p>Stosunkowo najprościej jest ze skrótami: powtórzenie kilku literek – nawet w brzmieniu anglojęzycznym – nie jest szczególnie trudne. SMS – esemes, PR – piar, GPS – dżipies, dają się wymówić bez szczególnego bólu i ranienia policzków. Czasami jednak trafi się zaraza, której nie ma jak ugryźć. Cholerstwo, zainfekowane fatalnym wirusem „th”. Przykładem takiego nieszczęścia jest niejaki „bluetooth”.</p>
<p>Przetłumaczenie byłoby tu nawet dość łatwe, ale… Wyobraźmy sobie, że ktoś nas pyta: „Czy masz niebieskiego zęba?” – a my odpowiadamy – „Tak, mam niebieskiego zęba, mam nawet dwa niebieskie zęby, a jakby dobrze policzyć, to mam ich całe mnóstwo”, aby raz na zawsze zohydzić sobie podobny dialog. Pozostaje więc wersja oryginalna. O ile jednak – gdy fatalna zgłoska „th” rozpoczyna wyraz – mamy nieco czasu, aby włożyć język między zęby i wystrzelić z londyńska (jeśli oplujemy przy okazji otoczenie, trudno, nie nasza wina), o tyle jej złośliwe umiejscowienie na końcu wyrazu powoduje istne męki. Raz, że jest to po prostu wbrew naturze słowiańskiego aparatu (wy)mowy, dwa, że – jeśli już jakimś cudem uda nam się zasyczeć (za<em>th</em>yczeć)– zostaniemy posądzeni o:</p>
<p>a) wadę wymowy, b) snobizm, a nawet c) kosmopolityzm</p>
<p>Nie tędy droga. A jednak – czy chcemy, czy nie – bluetooth staje się częścią naszego życia, które nierzadko zależeć może od tego, czy wiemy, gdzie znajdują się  jego (czyli bluetootha) siewniki. Tak, tak; niedawno dowiedziałem się, że media emitujące sygnał w powyższej technologii nazywamy „siewnikami”. Niestety, swojska nazwa oprzyrządowania nie rozwiązuje problemu zasadniczego. Na coś musimy się zdecydować.</p>
<p>Na szczęście, do wyboru mamy aż trzy wersje: blutus, blutut, albo blutuf.</p>
<p>Dla niezdecydowanych mam radę. Miast tkwić w rozterce i udręce, niech zakrzykną gromko, gorzko, a retorycznie:</p>
<p><em>I ty, blutusie, przeciwko mnie?!…</em></p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/hajton.wordpress.com/3043/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/hajton.wordpress.com/3043/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/hajton.wordpress.com/3043/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/hajton.wordpress.com/3043/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/hajton.wordpress.com/3043/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/hajton.wordpress.com/3043/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/hajton.wordpress.com/3043/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/hajton.wordpress.com/3043/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/hajton.wordpress.com/3043/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/hajton.wordpress.com/3043/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/hajton.wordpress.com/3043/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/hajton.wordpress.com/3043/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/hajton.wordpress.com/3043/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/hajton.wordpress.com/3043/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=hajton.wordpress.com&#038;blog=14252043&#038;post=3043&#038;subd=hajton&#038;ref=&#038;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://hajton.wordpress.com/2012/06/03/niebieski-zab/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="https://secure.gravatar.com/avatar/48f466339175213b4228f0f2b21c31af?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">hajton</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://hajton.files.wordpress.com/2012/06/200px-bluetoothlogo_svg2.png?w=150" medium="image">
			<media:title type="html">200px-BluetoothLogo_svg</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Melancholia</title>
		<link>https://hajton.wordpress.com/2012/05/28/melancholia/</link>
		<comments>https://hajton.wordpress.com/2012/05/28/melancholia/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 28 May 2012 15:01:24 +0000</pubDate>
		<dc:creator>hajton</dc:creator>
				<category><![CDATA[filmy]]></category>
		<category><![CDATA[sztuka]]></category>
		<category><![CDATA[Lars von Trier]]></category>
		<category><![CDATA[Melancholia]]></category>
		<category><![CDATA[Richard Wagner]]></category>
		<category><![CDATA[Tristan i Izolda]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://hajton.wordpress.com/?p=2981</guid>
		<description><![CDATA[Urzekające piękno sceny otwierającej i obezwładniająca groza finału. A co pomiędzy? W tym przypadku pytanie należy chyba sformułować inaczej: co przed i co po? Odpowiedź reżysera brzmi jednoznacznie. Nic. I to nie w sensie: „pamiętaj, człowieku, że z prochu powstałeś i w proch się obrócisz”. Bo proch to jednak coś. &#8220;Justine&#8221; &#8211; pierwsza część &#8220;Melancholii&#8221; &#8230; <a href="https://hajton.wordpress.com/2012/05/28/melancholia/" class="more-link">Continue reading <span class="meta-nav">&#187;</span></a><img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=hajton.wordpress.com&#038;blog=14252043&#038;post=2981&#038;subd=hajton&#038;ref=&#038;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://hajton.files.wordpress.com/2012/05/melancholia.jpg"><img class="aligncenter size-medium wp-image-2982" title="melancholia" src="http://hajton.files.wordpress.com/2012/05/melancholia.jpg?w=300&h=130" alt="" width="300" height="130" /></a>Urzekające piękno sceny otwierającej i obezwładniająca groza finału. A co pomiędzy? W tym przypadku pytanie należy chyba sformułować inaczej: co przed i co po?</p>
<p>Odpowiedź reżysera brzmi jednoznacznie.</p>
<p>Nic.</p>
<p>I to nie w sensie: „pamiętaj, człowieku, że z prochu powstałeś i w proch się obrócisz”. Bo proch to jednak coś.</p>
<p>&#8220;Justine&#8221; &#8211; pierwsza część &#8220;Melancholii&#8221; Larsa von Triera - przenosi nas na wesele tytułowej bohaterki, utalentowanej twórczyni chwytliwych sloganów reklamowych. Uroczystość zorganizowana z przepychem przez rodzinę panny młodej (za pieniądze Johna, bajecznie zamożnego męży jej siostry &#8211; Claire) wykorzystuje nienowy w kinie i literaturze europejskiej motyw fasadowości struktury rodzinnej i społecznej. Spętani konwenansem ukrywamy prawdę. Ale wystarczy jedno słabe ogniwo, aby poprawność wzajemnych odnoszeń rozsypała się, niczym zerwany złoty łańcuszek. Tym niedopasowanym elementem okazuje się sama panna młoda – piękna, kochana, „skazana” na szczęście, ale dotknięta skazą depresji (a może po prostu nadwrażliwości?). Gdy smutek dochodzi do głosu, wypadki toczą się szybko. Związek Justine i Michaela nie przetrwa nawet do rana.</p>
<p>W części drugiej &#8211; &#8220;Claire&#8221; &#8211; znajdujemy się sam na sam z właścicielami bajkowo posadowionego zamku, w którym odbywało się wesele. Claire, John i ich syn Leo, żyją z dala od zgiełku i problemów świata. Zresztą świat nie jest im do niczego potrzebny. To raczej oni mogą pomóc; do zamku ponownie przybywa Justine, tym razem znajdująca się w stanie ostrej depresji.</p>
<p>W kierunku Ziemi zbliża się przeoczona aż dotąd przez wszystkie teleskopy i sondy Melancholia; planeta kilkadziesiąt razy większa od naszej. Jeśli ją ominie – skończy się na wielkim strachu i fascynującym zjawisku, które przejdzie do annałów gatunku ludzkiego. Jeśli jednak trajektorie przetną się… Na kataklizm w takiej skali ludzkość nie jest przygotowana. I nigdy nie będzie.</p>
<p>Pozostaje czekać.</p>
<p>Przyznaję, że reżyser oddaje nastrój nadciągającej, a niewyobrażalnej grozy  w sposób niezwykle intensywny. Wszelkiego rodzaju „Armageddony” przeładowane akcją wydają się przy ascetyzmie i urodzie środków zastosowanych przez von Triera (niepokój zwierząt, śnieg spadający na kwitnący ogród, towarzyszące nam nieustannie &#8211; choć w różnym natężeniu &#8211; niebieskawa poświata i niepokojący szum, oraz potężniejąca na niebie błękitna kula) zaledwie filmowym przedszkolem. Bohaterów filmu – a wraz z nimi nas – ściska za gardło bolesna obręcz.</p>
<p>Wyjątkiem jest tu Justine; jej psychika pozostaje w tajemniczy sposób sprzężona z Melancholią. Im planeta bliżej, tym bardziej bohaterka odzyskuje równowagę emocjonalną.</p>
<p>Chcielibyśmy dobrego zakończenia, ale przeczuwamy, że jest ono niemożliwe. Twórca nie mógłby aż tak sfałszować swojego dzieła. W samym zakończeniu stawia nas tuż za plecami bohaterów. Wraz z nimi przyjdzie nam przeżyć (?) apokalipsę. Lub raczej coś, czego sam Lars von Trier apokalipsą by nie nazwał.</p>
<p>Istotę reżyserskiej tezy symbolizują trzy sceny. </p>
<p>W trakcie wesela, Justine nieustannie indagowana przez swego szefa wymyśla ostateczne „hasło reklamowe”.</p>
<p>Brzmi ono: „nic”.</p>
<p>Innym razem, kolacja przyrządzona przez troskliwą Claire, smak dzieciństwa, który ma jej siostrę choć na moment wyzwolić z mroków depresji, obraca się w nicość.</p>
<p>„Ten klops smakuje jak popiół” – skarży się Justine.</p>
<p>I wreszcie – gdy wizja zagłady staje się nieodwracalna – słyszymy wypowiadany ustami bohaterki werdykt: ludzkość jest samotna. Nie ma w kosmosie takiej siły, dla której nasz los ma jakiekolwiek znaczenie. Krótko mówiąc, gdy zginiemy, nikt nie będzie nas żałował, bo i żałować nie będzie czego. Powstaliśmy zrządzeniem kosmicznego przypadku. I z takiego samego powodu przestaniemy istnieć. Przypadkowość nie zasługuje na nic więcej. Albo inaczej: zasługuje na <em>nic</em>. Oto skąd przychodzimy i dokąd odejdziemy.</p>
<p>Ziemia to siedlisko zła. Niepotrzebny, złośliwy wyprysk na doskonałej obojętności Wszechświata.</p>
<p>Mamy więc nic, nicość, nihilizm. Poczucie osamotnienia nie tylko gatunkowego, ale i jednostkowego. Bowiem w obliczu nadciągającej grozy pękają więzy międzyludzkie (John, trując się, porzuca żonę i syna).  Jedynym, co dumny człowiek może przeciwstawić nadciągającemu kataklizmowi to kilka ostruganych gałęzi (magiczny szałas, którym Justine chce uspokoić przerażonego Leo).</p>
<p>Tym właśnie jest wasza wiara i nadzieja. Nic niewartym, karykaturalnym oszukiwaniem samego siebie. A miłość? No właśnie. Tę codzienną, ludzką, reżyser próbuje  na różne sposoby zdesakralizować, czy wręcz zdegradować (małżeństwo Justine i Michaela, rozpadające się jeszcze w trakcie wesela).</p>
<p>Ale jak zrozumieć scenę miłosnego omal zespolenia melancholii ludzkiej (Justine) z kosmiczną (ciało niebieskie), w której naga bohaterka oddaje się błękitnemu blaskowi? Czym wytłumaczyć fakt, że za ilustrację muzyczną filmu posłużyła van Trierowi najbardziej żarliwa i ekstatyczna muzyka miłości: preludium do „Tristana i Izoldy” Richarda Wagnera?</p>
<p>Dzieło Larsa von Triera nie pozostawia wątpliwości ani złudzeń. Nie jest nawet ostrzeżeniem, bo jaki jest cel ostrzegania przed czymś, co – tak czy inaczej – nieuchronne?</p>
<p>O filmie „Melancholia” trudno mówić w kategoriach: „podobał się”, „udany”, „sprawny reżysersko”. To obraz, który porusza. Mało tego; może wpędzić nie tylko w melancholię, ale i solidną depresję.</p>
<p>Chyba że…</p>
<p>Chyba że zastanowimy się, czy autorowi nie chodziło o coś więcej.</p>
<p>Niezwykłe jest zestawienie sceny zderzenia planet widziane w skali kosmicznej i człowieczej (początek i koniec filmu). I wrażenie, jakie w obu podmiotach owo zdarzenie wywołuje. Kosmos pozostaje doskonale obojętny. Człowiek – kosmiczny pył – przeżywa apogeum emocji. A więc istnieje dziedzina, w której osiągamy stany niewyobrażalne dla Kosmosu!</p>
<p>Nawet jeśli jesteśmy ofiarami przypadku, to czy nie staramy się każdego dnia nadać swemu istnieniu sens? Przecież obok tysięcy, milionów ran, które zadajemy sobie i Ziemi, pojawiają się też ślady dobra. Ubogiego, kalekiego, chromego, nieudolnego. Ale niezaprzeczalnego.</p>
<p>Trwanie świata jest mimo wszystko możliwe, bowiem oprócz „nic” musi istnieć jego równoważąca siła.</p>
<p>To „coś”, co przeciwstawia nas zimnej obojętności Kosmosu. To „coś”, co odzywa się w nas – czasami – dalekim echem piękna.</p>
<p>„Coś”.</p>
<p>Albo „Ktoś”.</p>
<p>Może więc dzieło Larsa von Triera jest wyrazem przeogromnej i bolesnej – kosmicznej, ale i ludzkiej – tęsknoty?</p>
<p>Tak wielkiej, jak Melancholia pochłaniająca Ziemię.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Zamieszczony poniżej fragment to sekwencja początkowa filmu. <em>Preludium</em> do „Tristana i Izoldy” znajduje się tu w pełnej wersji. Nie sposób oprzeć się refleksji, że bez niebiańskiej muzyki Wagnera „Melancholia” byłaby czymś innym.</p>
<p><span style="text-align:center; display: block;"><a href="https://hajton.wordpress.com/2012/05/28/melancholia/"><img src="http://img.youtube.com/vi/2kP-vuOy8cU/2.jpg" alt="" /></a></span></p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/hajton.wordpress.com/2981/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/hajton.wordpress.com/2981/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/hajton.wordpress.com/2981/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/hajton.wordpress.com/2981/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/hajton.wordpress.com/2981/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/hajton.wordpress.com/2981/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/hajton.wordpress.com/2981/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/hajton.wordpress.com/2981/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/hajton.wordpress.com/2981/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/hajton.wordpress.com/2981/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/hajton.wordpress.com/2981/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/hajton.wordpress.com/2981/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/hajton.wordpress.com/2981/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/hajton.wordpress.com/2981/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=hajton.wordpress.com&#038;blog=14252043&#038;post=2981&#038;subd=hajton&#038;ref=&#038;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://hajton.wordpress.com/2012/05/28/melancholia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
	
		<media:content url="https://secure.gravatar.com/avatar/48f466339175213b4228f0f2b21c31af?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">hajton</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://hajton.files.wordpress.com/2012/05/melancholia.jpg?w=300" medium="image">
			<media:title type="html">melancholia</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Foogby</title>
		<link>https://hajton.wordpress.com/2012/05/25/foogby/</link>
		<comments>https://hajton.wordpress.com/2012/05/25/foogby/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 25 May 2012 11:30:01 +0000</pubDate>
		<dc:creator>hajton</dc:creator>
				<category><![CDATA[felieton literacki]]></category>
		<category><![CDATA[sport]]></category>
		<category><![CDATA[żarty literackie]]></category>
		<category><![CDATA[futbol]]></category>
		<category><![CDATA[pilka nożna]]></category>
		<category><![CDATA[rugby]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://hajton.wordpress.com/?p=2946</guid>
		<description><![CDATA[Dyscyplina powstała poprzez przeniesienie zasad rugby do rzeczywistości piłkarskiej. Najbardziej spektakularnym elementem nowej odmiany sportu jest &#8220;most&#8221; (daleki krewny &#8220;młyna&#8221; z rugby). Zawodnicy (po trzydziestu w każdym zespole) łapią się za kostki; jeżeli utworzony przez nich łańcuch połączy dwie linie autowe boiska, drużynie przysługuje rzut karny. Ten przepis owocuje dwiema konsekwencjami: po pierwsze, w cenie są &#8230; <a href="https://hajton.wordpress.com/2012/05/25/foogby/" class="more-link">Continue reading <span class="meta-nav">&#187;</span></a><img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=hajton.wordpress.com&#038;blog=14252043&#038;post=2946&#038;subd=hajton&#038;ref=&#038;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://hajton.files.wordpress.com/2012/05/getry-c5bcc3b3c582te.jpg"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-2979" title="getry żółte" src="http://hajton.files.wordpress.com/2012/05/getry-c5bcc3b3c582te.jpg?w=103&h=150" alt="" width="103" height="150" /></a>Dyscyplina powstała poprzez przeniesienie zasad rugby do rzeczywistości piłkarskiej. Najbardziej spektakularnym elementem nowej odmiany sportu jest &#8220;most&#8221; (daleki krewny &#8220;młyna&#8221; z rugby). Zawodnicy (po trzydziestu w każdym zespole) łapią się za kostki; jeżeli utworzony przez nich łańcuch połączy dwie linie autowe boiska, drużynie przysługuje rzut karny. Ten przepis owocuje dwiema konsekwencjami: po pierwsze, w cenie są zawodnicy słusznego wzrostu, zaś po drugie – zdarzają się fragmenty meczu, w których zainteresowanie piłką spada, ustępując miejsca łapczywemu obłapianiu łydek. Istnieje też ogromne ryzyko, że drużyna przeciwna wykorzysta zainteresowanie konkurentów &#8220;mostem&#8221;, strzelając w tym czasie łatwą bramkę. Figura wymaga więc rozwagi. Jak dotychczas „most kompletny” udał się tylko raz; zespołowi Indonezji, w pamiętnym meczu z Brazylią. To wydarzenie zasługuje na kilka słów komentarza.</p>
<p>Azjaci radzili sobie na boisku dość kiepsko i wydawało się jasne, że poszukają swej szansy w stałym fragmencie gry (najlepiej rzucie karnym). Od początku spotkania rzucali się na murawę, łapiąc brazylijskich wirtuozów poniżej łydek. Sędziemu tłumaczyli swoje zachowanie zbiorową epidemią daltonizmu, która miała ich dopaść po rzekomym skonsumowaniu nieudolnie przyrządzonej ryby fugu. Inna sprawa, że getry canarinhos różniły się od skarpet dzielnych Indonezyjczyków jedynie odcieniem. Pod koniec meczu, gdy Brazylijczycy stracili kompletnie ochotę do gry, Indonezja wykonała błyskawiczny manewr (najwyraźniej do znudzenia powtarzany na treningach), który zakończył się „mostem kompletnym”, rzutem karnym i sensacyjnym zwycięstwem jeden do zera. Przyznajmy jednak, że sukces byłby niemożliwy bez udziału Emersona „Longa” Tikutsu.</p>
<p>Ten znany internacjonał już jako dziecko rzucał dzidą. Niestety, od urodzenia cierpiał na krótkowzroczność, w wyniku której z całego szczepu wkrótce ostał mu się ino oszczep. Osieroconym chłopcem zaopiekowali się gwatemalscy misjonarze. Gdy okazało się, że młodzieniec rośnie szybko i wybujale, zainteresowała się nim Gwatemalska Federacja Koszykówki. W trakcie jednego z meczów, Tikutsu, wyższy o głowę od reszty przeciwników, wpadł z kolei w oko skautom z Tanzańskiego Związku Piłki Wodnej. W rozmowach między obiema federacjami uczestniczyli pośrednicy z USA. Dzięki ich talentom mediacyjnym osiągnięto porozumienie: Emerson „Long” Tikutsu zasili tanzańską kadrę waterpolo, w zamian za co Amerykanie przymkną oko na nielegalne plantacje w Gwatemali, oraz otrzymają koncesję na bezterminową eksploatację tanzańskich surowców.</p>
<p>W tym czasie Emerson mierzył już dwa metry trzydzieści centymetrów. Twierdzenie, że w woda w basenie sięgała mu do pasa jest tylko trochę przesadzone. Za to jakże obrazowe.</p>
<p>Nie przedłużajmy jednak. Tanzania zdobyła złoty medal olimpiady w Göteborgu, a specjaliści nie mieli wątpliwości: było to w głównej mierze zasługą Emersona „Longa” Tikutsu.</p>
<p>Od następnego roku zaczęły obowiązywać przepisy, wedle których zawodnik występujący w kadrze jednego kraju mógł następnie reprezentować inny, pod warunkiem, że zmieniał również dyscyplinę. Zbiegło się to w czasie z uznaniem foogby za konkurencję olimpijską. Indonezja otrzymała tu tak zwany „wolny los” (przysługujący krajom, które najbardziej ucierpiały w niedawnych klęskach żywiołowych). Naukowcy indonezyjscy szybko doszli do wniosku, że szanse ich zespołu są właściwie żadne. Tradycje futbolu oraz rugby były mniej niż znikome, zaś foogby – praktycznie nie istniało. W pośpiechu wyszukiwano i wcielano do kadry najwyższych mężczyzn w kraju. Mimo starań (a nawet kombinacji z obuwiem na wysokim obcasie) reprezentacja ciągle nie mogła wykonać „kompletnego mostu” (przepisowa szerokość boiska do foogby wynosi sześćdziesiąt metrów). I wtedy jakaś mądra głowa wpadła na pomysł zaangażowania „Longa” Tikutsu… Cena transferu pozostała tajemnicą, choć wiadomo, że warunki były ustalane przez tę samą co uprzednio grupę amerykańskich negocjatorów.</p>
<p>O reszcie już mówiłem. Sensacyjne pokonanie Brazylii okazało się &#8211; jak można było przypuszczać &#8211; pyrrusowym zwycięstwem. Pozostałe drużyny (Belgia, Maroko, Jakucka Republika Federalna) nie dały się zaskoczyć, i wysoko ograły Emersona i jego przyjaciół.</p>
<p>Wkrótce zresztą foogby – jako nie dość widowiskowe – zastąpiono tak zwanym fight-footbalem – piłką nożną walk.</p>
<p>Ale o tym już przy innej okazji.</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/hajton.wordpress.com/2946/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/hajton.wordpress.com/2946/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/hajton.wordpress.com/2946/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/hajton.wordpress.com/2946/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/hajton.wordpress.com/2946/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/hajton.wordpress.com/2946/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/hajton.wordpress.com/2946/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/hajton.wordpress.com/2946/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/hajton.wordpress.com/2946/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/hajton.wordpress.com/2946/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/hajton.wordpress.com/2946/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/hajton.wordpress.com/2946/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/hajton.wordpress.com/2946/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/hajton.wordpress.com/2946/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=hajton.wordpress.com&#038;blog=14252043&#038;post=2946&#038;subd=hajton&#038;ref=&#038;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://hajton.wordpress.com/2012/05/25/foogby/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="https://secure.gravatar.com/avatar/48f466339175213b4228f0f2b21c31af?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">hajton</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://hajton.files.wordpress.com/2012/05/getry-c5bcc3b3c582te.jpg?w=103" medium="image">
			<media:title type="html">getry żółte</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Szkice z życia &#8211; antologia opowiadań</title>
		<link>https://hajton.wordpress.com/2012/05/23/szkice-z-zycia-antologia-opowiadan/</link>
		<comments>https://hajton.wordpress.com/2012/05/23/szkice-z-zycia-antologia-opowiadan/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 23 May 2012 09:29:56 +0000</pubDate>
		<dc:creator>hajton</dc:creator>
				<category><![CDATA[książki]]></category>
		<category><![CDATA[literatura]]></category>
		<category><![CDATA[O KSIAŻKACH]]></category>
		<category><![CDATA[antologia opowiadań]]></category>
		<category><![CDATA[blogerzy ksiażki piszą]]></category>
		<category><![CDATA[sceny z życia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://hajton.wordpress.com/?p=2918</guid>
		<description><![CDATA[Drodzy odwiedzający oto I owo, Miło mi poinformować, że już w najbliższy piątek &#8211; 25 maja &#8211; odbędzie się oficjalna premiera e-booka pod tytułem &#8220;Szkice z życia &#8211; antologia opowiadań&#8221;. Jest to ukoronowanie pomysłu Blogerzy książki piszą, który powstał w głowie dwóch fantastycznych blogerek: Agnes &#8211; krainaczytania.blox.pl i  Danuty &#8211; ksiazkizbojeckie.blox.pl  &#160; Projekt ma szansę &#8230; <a href="https://hajton.wordpress.com/2012/05/23/szkice-z-zycia-antologia-opowiadan/" class="more-link">Continue reading <span class="meta-nav">&#187;</span></a><img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=hajton.wordpress.com&#038;blog=14252043&#038;post=2918&#038;subd=hajton&#038;ref=&#038;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.blogerzy-ksiazki-pisza.blogspot.com/"><img class="alignleft size-medium wp-image-2929" title="Szkice z życia - antologia opowiadań" src="http://hajton.files.wordpress.com/2012/05/szkice-z-c5bcycia-antologia-opowiadac5843.jpg?w=211&h=300" alt="" width="211" height="300" /></a>Drodzy odwiedzający <strong>oto I owo</strong>,</p>
<p>Miło mi poinformować, że już w najbliższy piątek &#8211; 25 maja &#8211; odbędzie się oficjalna premiera e-booka pod tytułem &#8220;Szkice z życia &#8211; antologia opowiadań&#8221;. Jest to ukoronowanie pomysłu <em>Blogerzy książki piszą</em>, który powstał w głowie dwóch fantastycznych blogerek:</p>
<p>Agnes &#8211; <a href="http://krainaczytania.blox.pl">krainaczytania.blox.pl</a></p>
<p>i</p>
<p> Danuty &#8211; <a href="http://ksiazkizbojeckie.blox.pl">ksiazkizbojeckie.blox.pl</a> </p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Projekt ma szansę ujrzeć światło dzienne dzięki ich wytrwałości oraz współpracy grupy zapaleńców.</p>
<p>Aha. Nie zapomnijmy o dwudziestu siedmiu blogerach, których opowiadania wchodzą w skład antologii. Dwudziestu sześciu spośród nich składam przy okazji serdeczne gratulacje (sam mam przyjemność być dwudziestym siódmym).</p>
<p>E-book będzie można pobrać <strong>bezpłatnie </strong>ze strony WydawnictwaRW2010.</p>
<p>Bardziej szczegółowe informacje znajdują się na stronie: </p>
<p><a href="http://www.blogerzy-ksiazki-pisza.blogspot.com/">www.blogerzy-ksiazki-pisza.blogspot.com</a></p>
<p>Pozostaje mi życzyć inspirującej lektury!</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/hajton.wordpress.com/2918/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/hajton.wordpress.com/2918/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/hajton.wordpress.com/2918/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/hajton.wordpress.com/2918/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/hajton.wordpress.com/2918/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/hajton.wordpress.com/2918/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/hajton.wordpress.com/2918/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/hajton.wordpress.com/2918/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/hajton.wordpress.com/2918/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/hajton.wordpress.com/2918/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/hajton.wordpress.com/2918/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/hajton.wordpress.com/2918/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/hajton.wordpress.com/2918/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/hajton.wordpress.com/2918/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=hajton.wordpress.com&#038;blog=14252043&#038;post=2918&#038;subd=hajton&#038;ref=&#038;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://hajton.wordpress.com/2012/05/23/szkice-z-zycia-antologia-opowiadan/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="https://secure.gravatar.com/avatar/48f466339175213b4228f0f2b21c31af?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">hajton</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://hajton.files.wordpress.com/2012/05/szkice-z-c5bcycia-antologia-opowiadac5843.jpg?w=211" medium="image">
			<media:title type="html">Szkice z życia - antologia opowiadań</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Demokracja bezpośrednia</title>
		<link>https://hajton.wordpress.com/2012/05/18/demokracja-bezposrednia/</link>
		<comments>https://hajton.wordpress.com/2012/05/18/demokracja-bezposrednia/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 18 May 2012 15:44:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>hajton</dc:creator>
				<category><![CDATA[miniatury literackie]]></category>
		<category><![CDATA[demokracja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://hajton.wordpress.com/?p=2884</guid>
		<description><![CDATA[To się musiało kiedyś wydarzyć. Rozwój technologii, który doznał kosmicznego przyspieszenia od czasów rewolucji elektronicznej, sprawił, że technicznie stało się możliwe, aby każdy decydował o wszystkich, zaś wszyscy zyskali możliwość stanowienia o każdym. Demokracja – bo o niej mowa – była jedynym sprawdzonym systemem polityczno-społecznym, który w odróżnieniu od różnego rodzaju utopii i dyktatur, nie doprowadzał do katastrofy. &#8230; <a href="https://hajton.wordpress.com/2012/05/18/demokracja-bezposrednia/" class="more-link">Continue reading <span class="meta-nav">&#187;</span></a><img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=hajton.wordpress.com&#038;blog=14252043&#038;post=2884&#038;subd=hajton&#038;ref=&#038;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://hajton.files.wordpress.com/2012/05/vote3.jpg"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-2896" title="vote" src="http://hajton.files.wordpress.com/2012/05/vote3.jpg?w=150&h=99" alt="" width="150" height="99" /></a>To się musiało kiedyś wydarzyć. Rozwój technologii, który doznał kosmicznego przyspieszenia od czasów rewolucji elektronicznej, sprawił, że technicznie stało się możliwe, aby każdy decydował o wszystkich, zaś wszyscy zyskali możliwość stanowienia o każdym.</p>
<p>Demokracja – bo o niej mowa – była jedynym sprawdzonym systemem polityczno-społecznym, który w odróżnieniu od różnego rodzaju utopii i dyktatur, nie doprowadzał do katastrofy. Demokracja święciła tryumfy od czasów starożytnych, a w czasach postmodernistycznych ludzkość doszła do wniosku, że choć system ma swoje słabości, lepszy po prostu nie istnieje lub też nie sprawdza się w praktyce.</p>
<p>Cóż pozostawało? Doskonalić demokrację. I tu w sukurs przyszła elektronika. Pierwszym niezwykle znaczącym wkładem w proces szlifowania najlepszego z systemów, stało się głosowanie elektroniczne. Zamiast wrzucać kartki do urn, wyborcy zaznaczali swoje decyzje na ekranach. Tym sposobem wyniki wyborów były znane natychmiast po zamknięciu lokalów wyborczych. Kolejnym ulepszeniem, znacząco poprawiającym frekwencję, stała się możliwość głosowania zdalnego. Już nie trzeba było opuszczać ciepłych domowych pieleszy, aby wziąć udział w najdonioślejszym akcie demokratycznym.</p>
<p>Od tej chwili bardzo wzmogły się prace wszelkich KURD-ów (Komitetów Usprawniających Realną Demokrację). Pojawiały się coraz liczniejsze głosy dowodzące – nie bez racji – że ideałem demokracji jest bezpośredni udział wszystkich w akcie decydowania. Aż dotąd społeczeństwa musiały organizować się w grupy (partie), te z kolei – z powodów ograniczeń logicznych i logistycznych – delegowały wąskie grupy (parlamenty), jako <em>crème de la crème</em> mający w ich imieniu zarządzać przestrzenią publiczną. Ale i tego było za dużo. Powstawał rząd, już dosłownie pianka owego <em>crème de la crème</em>, z premierem – przysłowiową wisienką – na samym szczycie.</p>
<p>Ponieważ jednak w opisywanych czasach posiadanie komputera z szerokopasmowym internetem stało się nie tylko przywilejem, ale i obowiązkiem społecznym – zaś pojemność i niezawodność serwerów wielokrotnie przekraczała najbardziej wyśrubowane statystyki zapotrzebowań – nic nie stało już na przeszkodzie, aby decyzje były od tej pory rozstrzygane przez – dosłownie – wszystkich.</p>
<p>Eksperyment wprowadzony na okres próbny w kilku wiodących cywilizacyjnie krajach sprawdził się. Odwieczne marzenie ludzkości zaczęło się wreszcie realizować. Było już na wyciągnięcie ręki. Należało uczynić jeszcze parę kroków, aby osiągnąć ideał. Wśród nich, dwa były najważniejsze. Po pierwsze – objąć wspólnym systemem wszystkich mieszkańców Ziemi. Po drugie zaś – i to ostateczne udoskonalenie zabrało jeszcze sporo czasu – należało ich włączyć nie tylko w proces decydowania, ale również stanowienia o czym mają decydować. Ponieważ rzecz dotyczyła ponad dwudziestu miliardów ludzi, nie czas tu i miejsce, aby wdawać się w szczegóły i przedstawiać żmudną ścieżkę legislacyjną, która koniec końców doprowadziła do sukcesu. Ostatecznie ustalono, iż każdy z mieszkańców Ziemi otrzyma prawo sformułowania jednego pytania, do którego wszyscy współziemianie będą musieli się odnieść (w kolejności losowej). Komputer centralny miał zadbać o tematyczne pogrupowanie pytań (należało bowiem założyć, że spora ich liczba będzie się powtarzać). Zdecydowano też, że zapytania będą przedstawiane w formie plebiscytu (z możliwościami odpowiedzi „tak” lub „nie”), codziennie po jednym, dokładnie o tej samej porze (uwzględniając różnice stref czasowych). Każdy z głosujących otrzymał godzinę na odpowiedź. Za odmowę głosowania wyznaczono tak dotkliwe kary finansowe, że przypadki absencji właściwie się nie zdarzały. Dokładnie sześćdziesiąt siedem minut po zadaniu pytania, każdy Ziemianin otrzymywał wynik głosowania.</p>
<p>Najwyższa Izba w historii ludzkości, tak zwany Glo-Pal (Globalny Parlament) rozpoczął działalność.</p>
<p>Oczywiście, wśród pytań o charakterze kluczowym i fundamentalnym pojawiały się i takie:</p>
<ul>
<li><em>Czy niespłukiwanie wody w toaletach publicznych należy karać chłostą?</em></li>
</ul>
<p>Albo</p>
<ul>
<li><em>Czy da się załatwić, aby Eurazja pokonała Austrafrykę we froogby?</em></li>
</ul>
<p>Lub                                                                                 </p>
<ul>
<li><em>Czy powinno się odwrócić kolejność dni tygodnia?</em></li>
</ul>
<p>Na szczęście ludzkość bez problemu wyłapywała pytania absurdalne i – chociaż nigdy nie jednogłośnie – dawała im jednoznaczny odpór. Odpowiednie departamenty przygotowywały następnie plan posunięć koniecznych do zrealizowania przegłosowanej ustawy. Opinia publiczna była o nich szczegółowo informowana, choć, prawdę mówiąc, nadmiar sprawozdań nie sprzyjał zbyt drobiazgowemu zapoznawaniu się z każdym z osobna.</p>
<p>Pewnego dnia na ekranach komputerów połączonych w sieć Glo-Palu ukazało się pytanie:</p>
<ul>
<li><em>Czy należy zakończyć kosmiczny eksperyment zwany ludzkością? </em></li>
</ul>
<p>Czy to przez niezrozumienie pytania przez znaczną grupę uprawnionych do głosowania, czy też dla jakiegoś innego powodu (błąd systemu, przekora, cyberterroryzm), po godzinie i minucie okazało się, że „za” jest ponad połowa pytanych.</p>
<p>Tym razem wszyscy z niecierpliwością oczekiwali na raport w sprawie kroków niezbędnych do realizacji <em>Ustawy 2069/B6345656/CG616</em>. Decyzje Glo-palu były nieodwracalne, jako że demokracja nigdy się nie myli, a nawet jeśli tak, to jako wyraz woli większości ma do pomyłki prawo. Raport spowodował kolejne zamieszanie. Bowiem rubryka „przewidziane kroki” świeciła pustką.</p>
<p>Sytuacja taka wzbudziła potężną nieufność co do prawidłowości i skuteczności funkcjonowania systemu. Powołano nawet specjalną komisję śledczą. Wyniki jej badań okazały się jednak uspokajające. System funkcjonował bez zarzutu. Podejmowanie żadnych dodatkowych kroków nie było potrzebne. Proces dekonstrukcji zaczął się samoistnie.</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/hajton.wordpress.com/2884/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/hajton.wordpress.com/2884/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/hajton.wordpress.com/2884/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/hajton.wordpress.com/2884/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/hajton.wordpress.com/2884/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/hajton.wordpress.com/2884/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/hajton.wordpress.com/2884/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/hajton.wordpress.com/2884/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/hajton.wordpress.com/2884/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/hajton.wordpress.com/2884/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/hajton.wordpress.com/2884/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/hajton.wordpress.com/2884/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/hajton.wordpress.com/2884/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/hajton.wordpress.com/2884/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=hajton.wordpress.com&#038;blog=14252043&#038;post=2884&#038;subd=hajton&#038;ref=&#038;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://hajton.wordpress.com/2012/05/18/demokracja-bezposrednia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
	
		<media:content url="https://secure.gravatar.com/avatar/48f466339175213b4228f0f2b21c31af?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">hajton</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://hajton.files.wordpress.com/2012/05/vote3.jpg?w=150" medium="image">
			<media:title type="html">vote</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Diabelskie sztuczki</title>
		<link>https://hajton.wordpress.com/2012/05/15/diabelskie-sztuczki/</link>
		<comments>https://hajton.wordpress.com/2012/05/15/diabelskie-sztuczki/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 15 May 2012 16:08:01 +0000</pubDate>
		<dc:creator>hajton</dc:creator>
				<category><![CDATA[miniatury literackie]]></category>
		<category><![CDATA[żarty literackie]]></category>
		<category><![CDATA[diabeł]]></category>
		<category><![CDATA[dusza]]></category>
		<category><![CDATA[Faust]]></category>
		<category><![CDATA[Faustus]]></category>
		<category><![CDATA[J.K. Rowling]]></category>
		<category><![CDATA[literat]]></category>
		<category><![CDATA[pisarz]]></category>
		<category><![CDATA[poeta]]></category>
		<category><![CDATA[Twardowski]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://hajton.wordpress.com/?p=2804</guid>
		<description><![CDATA[Pisarz, sam z siebie, stanowi idealny obiekt do opisywania. Wyobraźmy sobie trzy historyjki z potencjalnymi literatami w rolach głównych. Oto młodzieniec wiosłujący pod silny prąd. Wkłada wiele sił, aby nie dać zepchnąć się w okolice rzecznych progów. Nagle wiosło nie wytrzymuje naporu wody i pęka. Dziwne zdarzenie… – myśli młodzieniec. Zupełnie jakby ktoś maczał w &#8230; <a href="https://hajton.wordpress.com/2012/05/15/diabelskie-sztuczki/" class="more-link">Continue reading <span class="meta-nav">&#187;</span></a><img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=hajton.wordpress.com&#038;blog=14252043&#038;post=2804&#038;subd=hajton&#038;ref=&#038;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://hajton.files.wordpress.com/2012/05/czarcia-c582apa1.jpg"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-2806" title="czarcia łapa" src="http://hajton.files.wordpress.com/2012/05/czarcia-c582apa1.jpg?w=112&h=150" alt="" width="112" height="150" /></a>Pisarz, sam z siebie, stanowi idealny obiekt do opisywania. Wyobraźmy sobie trzy historyjki z potencjalnymi literatami w rolach głównych.</p>
<p>Oto młodzieniec wiosłujący pod silny prąd. Wkłada wiele sił, aby nie dać zepchnąć się w okolice rzecznych progów. Nagle wiosło nie wytrzymuje naporu wody i pęka. Dziwne zdarzenie… – myśli młodzieniec. Zupełnie jakby ktoś maczał w tym swą rękę. Albo łapę… Aż chciałoby się to opisać. Przez moment spowija go chmura rozproszonych kropli. I nagle – olśnienie. Ależ tak! Część wiosła, która pękła nazywa się pióro! Czy to nie wystarczający znak? Będę pisał! – oznajmia sobie i światu.</p>
<p>Mężczyzna w wieku średnim siedzi przy barze. Samotnie. Nawet najzagorzalsi już wymiękli. Jest tylko on, barman i ścienny zegar, którego wskazówki nieodwracalnie zbliżają się do północy. Mężczyzna opróżnia kolejną szklaneczkę, by w nagłym skurczu odczuć całą nędzę dotychczasowej egzystencji. Do głowy przychodzi mu niegdysiejszy hymn krakowskiej bohemy: <em>nie, już nie będę więcej pić, jutro inaczej zacznę żyć.</em> Jutro? Dobrze, aby odbić się od dna, najpierw trzeba go sięgnąć.</p>
<p>– Śluuję uro…ście, że od jura… Paje Mefistofelku (barman ma na imię Felek), eszszcze po y…dnym… – próbuje okpić los. Zegar wybija północ. Kusiciel wyciera szklanki końcówką ogona i przemawia bezgłośnie.</p>
<p><em>– Chcesz żyć inaczej? Czego ci trzeba? Sławy? Pieniędzy? Kobiet? Dostaniesz wszystko. Ale musisz pisać. Pisać&#8230;</em></p>
<p>– Umoa stoi – bełkocze mężczyzna, po czym wali się ze stołka wprost na podłogę. Wokół snują się czarne dymy.</p>
<p>Kobieta w wieku nieokreślonym, wracająca do domu z koncertu, teatru lub kina, zatrzymuje się naraz przed tonąca w apetycznym półmroku witryną księgarni. Okładki błyszczą i migoczą. Kuszą i zwodzą. Zapraszają i obiecują. Kobieta słyszy nagle, jak jej lustrzane odbicie odzywa się.</p>
<p>– J.K. Rowling nie miała pojęcia, że pisze bestseller.</p>
<p>– No, wielka literatura to nie jest… – Kobieta polemizuje z odbiciem, które jednak nie daje się zbić z tropu.</p>
<p>– Najpierw sama coś napisz, a potem będziesz oceniać. Najłatwiej krytykować i zazdrościć. Wywyższać z poniżenia. Tak to każdy potrafi. A samemu spróbować nie łaska?</p>
<p>– No, więc dobrze. Gdyby tak…</p>
<p>– Co „gdyby tak”? Przekuj myśli na lemiesze! Zaoraj pole wyobraźni! Wypiel zagajnik niemocy! I pisz. Po prostu pisz…</p>
<p>W trzech powyższych przypadkach – i w nieskończoności tu nieprzytoczonych – idea pisania wczepiła się w nosicieli w sposób nieodwracalny. Teraz pozostaje im rozstrzygnąć kilka kwestii.</p>
<p>Bo przecież można być poetą, co wnikliwie śledzi tupot motyla lub grzechot chrabąszcza. Można być rymopisem (choćby nawet białym) wzywającym, nawołującym czy też kąsającym zjadliwą metaforą. A czemu nie stać się dokumentalistą i nie udowodnić, że prawie żadna konfabulacja nie wytrzyma konfrontacji z rzeczywistością? Jeśli jednak przyzna się pierwszeństwo fabule, potrzebne są kolejne wybory. Może proza realistyczna, nurzająca się w codzienności, wytykająca palcem i grożąca spojrzeniem? Albo próba opisania rzeczywistości w skali jeden do jednego? Niech zmiana personaliów nikogo nie zmyli; wiadomo, że pod przekręconymi imionami ukrywają się: adwokat S., chirurg J., a może nawet duchowny C. A może ulec potędze fantazji? Od fantasy do s.-f. Wyciskać łzy lub zmienić się w awanturnika? Pójść tropem psychoanalizy (docierając do granic erotyki, a nawet je przekraczając) lub trupem kryminalistyki? Można pisać i dla młodzieży: dydaktycznie lub niegrzecznie. A przecież są jeszcze maluczcy. Uwaga: ta wymagająca grupa czytelnicza nie doceni Waszych wysiłków, jeśli zapomnicie o umieszczeniu sceny, w której ktoś się przewraca. To jednak jest najśmieszniejsze.</p>
<p>Załóżmy, że świeżo urodzony adept literatury nie ulęknie się przepastnego morza, które rozstąpi się przed nim na mityczną modłę. Załóżmy, że w  miarę suchą nogą (choć suchości skarpetek oraz sandałów nie gwarantuję) przeprawi się na drugą stronę, to znaczy dotrze do ostatniego zdania, ostatniego słowa, ostatniej kropki… (lub wielokropka). Wszak nie święci garnki lepią, a pisać może każdy. Z logicznego punktu widzenia teza jest słuszna. Z równym przekonaniem możemy stwierdzić, że nie święci kozy pasą, a każdy może grać w hokeja, lub też nie święci tną żywopłoty, a każdy ma szanse wylądować na księżycu. Sprawa rozbija się o skuteczność. Mówiąc najkrócej, nie każdy lot na księżyc kończy się sukcesem. Wielu przekonanych o szczęśliwym lądowaniu, w rzeczywistości rozmiękcza cztery litery w kałuży, siedząc tryumfalnie na odbiciu srebrnego globu.</p>
<p>Najwytrwalsi przystępują teraz do batalii pod tytułem „poszukiwanie wydawcy”.</p>
<p>Te dni, tygodnie, miesiące oczekiwań na odpowiedzi, które nie nadchodzą (jeśli już, to odmowne), te próby wyczytania dobrych wróżb z kąta padania promieni słonecznych na korę, to, zaiste, wdzięczny kawałek do opisania. Niejedno pióro mogłoby się zaprawić w boju, połamać, a może i wzlecieć, próbując oddać rozterki reportażysty (ten, statystycznie, ma największe szanse), poety (najmniejsze) lub prozaika (średnie, choć z gatunku niewielkich).</p>
<p>Wydadzą czy nie wydadzą? – oto jest pytanie. Czasami wydają. Książkę. Czasami zaś – ostatnie tchnienie, zanim ktokolwiek zdołał skosztować słodkich owoców ich gorzkiego trudu. I tak bywa.</p>
<p>Jednak autor, któremu jakiegoś pięknego dnia skowronki przyniosą dobra nowinę, ma całkowite przekonanie, że złapał Pana Boga za nogi. Naiwny. W rzeczywistości uchwycił diable rogi&#8230; Teraz nic się już dlań nie liczy. Ani szczegóły umowy, ani męka redakcji i korekty, ani okładka, która z tą wyśnioną  niewiele ma wspólnego. Bowiem nachodzi dzień, w którym dzieło trafia do księgarń…</p>
<p>Aby wzmóc efekt promocyjny, wydawca organizuje autorowi tak zwany wieczór autorski. Po godzinnej męce nierozpoznania, gdy tylko litościwa ciotka, oraz kumpel z lat szkolnych proszą o autograf, przesuwają się granice autorskiego optymizmu. Aby odreagować, autor wraca do domu w poszukiwaniu tropów książki w internecie. Za wielu ich nie odnajduje. Za to natyka się na żart, robiący furorę na środowiskowym forum ludzi pióra.</p>
<p><em>– Wiesz – mówi poeta do prozaika – w zeszłym miesiącu kupiłem twoją książkę. </em></p>
<p><em>– A, to ty… – odpowie prozaik poecie.</em></p>
<p>Polecam wyobraźni czytających następującą scenkę: między regałami pełnymi książek przemyka zdesperowany autor. To z lewa, to z prawa spoziera na półkę eksponującą jego dzieło. Tymczasem ci cholerni klienci biorą do ręki wszystko, tylko nie to, co trzeba. Można im prawie pod nos podstawić, otworzyć na najbardziej porywających opisach nocy poślubnej lub wojny gangów narkotykowych, a ci nawet nie zerkną. Mało tego, za chwilę pojawia się sprzedawca, zatrzaskujący książkę niczym trumnę i wciskający ją bezceremonialnie między chłam zalegający półki. </p>
<p>Cóż pozostaje? Jedynie akcja bezpośrednia. Rozgorączkowany pisarz wertuje własne dzieło, wydając pomruki aprobaty, zaskoczenia i – na deser – wniebowzięcia. W końcu pojawia się klient zwabiony kląskaniem.</p>
<p>– Świetne, świetne – międli autor niby do siebie. Czytał pan? – rzuca niby od niechcenia.</p>
<p>– Nie – odpowiada zaczepiony. – Ale nie widział pan gdzieś nowej książki Erdzińskiego?</p>
<p>– Skończyły się – włącza się sprzedawca, który od pewnego czasu ma już oko na autora i jego najbliższe otoczenie. – Poszły na pniu. Mają robić dodruk, pewnie w przyszłym tygodniu będą…</p>
<p>No tak…</p>
<p>Tutaj zapoznanemu literatowi nie pozostaje już nic innego, jak pójść na dużą wódkę. Zaczyna w końcu rozumieć, że padł ofiarą diabelskiej kpiny. Bo czyż nie było idiotyzmem dostrzec znak w pękniętym wiośle? Czy nie urojeniem zamroczonego umysłu okazał się dialog z barmanem wycierającym kieliszki za pomocą własnego ogona? Czym innym, jak nie aberracją mogło być wsłuchiwanie się w głos własnego odbicia? Autor uwierzył – bo chciał uwierzyć – że umowa została zawarta. Oddał kawałek swej duszy. Podpisał pakt, ale jednostronny, bowiem <em>tamten</em> milczy teraz złośliwie. Naśmiewa się tym milczeniem. <em>Niczego nie obiecywałem</em> – pisze w ciszy papierosowym dymem. Próżno wzywać go tysiącem imion. Na nic wyliczać przymierza z Faustem, Faustusem i Twardowskim… A przecież teraz, właśnie teraz, autor gotów byłby przystać na wszystkie warunki…</p>
<p>Więc pora wracać do samotni, która była mu królestwem, wylęgarnią myśli, laboratorium pomysłów. Czas połamać pióra, a laptopa wyrzucić do Sanu/Renu/Wisły/Orinoko/Odry/Wieprza/Dunaju/Wołgi/Sekwany/Tamizy/Warty/Amazonki (niepotrzebne skreślić, potrzebne – dopisać).</p>
<p>Na taksówkę go nie stać. Na spacer stracił ochotę. Pozostaje autobus, tramwaj lub metro. Ruchome schody uwożą go w głąb beznadziei. Grzęźnie w rozpaczy. Jak automat wsiada do pociągu, prawie pustego o tej porze. Prawie. W przeciwnym rogu siedzi jakaś postać. Śpi? A może coś jej się stało? Autor zbliża się ostrożnie i nagle zamiera. Postać wtulona w kąt okazuje się dziewczyną. Ale ani to, ani nawet fakt, że jest zjawiskowo piękna, nie są przyczynami zamarcia. Otóż, ona czyta… jego książkę! Jest nią tak pochłonięta, że zapomniała o bożym (!) świecie. W pewnej chwili muska autora nieprzytomnym wzrokiem, w którym maluje się prośba i żądanie: nie przeszkadzaj mi…</p>
<p>Skład zatrzymuje się. Autor wychodzi z wagonu. Schody wynoszą go z Hadesu, w którym odzyskał nadzieję. Nie utopi laptopa. Nie połamie piór. Będzie pisał. Nawet jeśli przeczuwa, że przed chwilą padł ofiarą kolejnej diabelskiej sztuczki&#8230;</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/hajton.wordpress.com/2804/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/hajton.wordpress.com/2804/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/hajton.wordpress.com/2804/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/hajton.wordpress.com/2804/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/hajton.wordpress.com/2804/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/hajton.wordpress.com/2804/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/hajton.wordpress.com/2804/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/hajton.wordpress.com/2804/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/hajton.wordpress.com/2804/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/hajton.wordpress.com/2804/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/hajton.wordpress.com/2804/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/hajton.wordpress.com/2804/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/hajton.wordpress.com/2804/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/hajton.wordpress.com/2804/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=hajton.wordpress.com&#038;blog=14252043&#038;post=2804&#038;subd=hajton&#038;ref=&#038;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://hajton.wordpress.com/2012/05/15/diabelskie-sztuczki/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="https://secure.gravatar.com/avatar/48f466339175213b4228f0f2b21c31af?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">hajton</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://hajton.files.wordpress.com/2012/05/czarcia-c582apa1.jpg?w=112" medium="image">
			<media:title type="html">czarcia łapa</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Zakładki do książek</title>
		<link>https://hajton.wordpress.com/2012/05/09/zakladki-do-ksiazek/</link>
		<comments>https://hajton.wordpress.com/2012/05/09/zakladki-do-ksiazek/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 09 May 2012 14:06:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>hajton</dc:creator>
				<category><![CDATA[felieton literacki]]></category>
		<category><![CDATA[książki]]></category>
		<category><![CDATA[miniatury literackie]]></category>
		<category><![CDATA[O KSIAŻKACH]]></category>
		<category><![CDATA[Bach]]></category>
		<category><![CDATA[bez]]></category>
		<category><![CDATA[Botticelli]]></category>
		<category><![CDATA[Brodski]]></category>
		<category><![CDATA[cadavre exquis]]></category>
		<category><![CDATA[Dumas]]></category>
		<category><![CDATA[Dygat]]></category>
		<category><![CDATA[Eco]]></category>
		<category><![CDATA[starzy ludzie]]></category>
		<category><![CDATA[Wenus]]></category>
		<category><![CDATA[zakładki]]></category>
		<category><![CDATA[św. Augustyn]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://hajton.wordpress.com/?p=2742</guid>
		<description><![CDATA[Są takie, które przeskakują z tomu do tomu, niczym rącze kangury. Grozi im wiele niebezpieczeństw. A to wpadną pod łóżko lub kanapę, pod którymi odnajdzie je rura łapczywego odkurzacza. To znów zawieruszą się wśród innych papierów, by przy okazji porządków podzielić ich makulaturowy los. Wylądują na podłodze pociągu, aby przed dopełnieniem swych dni odbyć jeszcze kilka podróży. &#8230; <a href="https://hajton.wordpress.com/2012/05/09/zakladki-do-ksiazek/" class="more-link">Continue reading <span class="meta-nav">&#187;</span></a><img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=hajton.wordpress.com&#038;blog=14252043&#038;post=2742&#038;subd=hajton&#038;ref=&#038;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://hajton.files.wordpress.com/2012/05/disneyland3.jpg"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-2743" title="disneyland" src="http://hajton.files.wordpress.com/2012/05/disneyland3.jpg?w=97&h=150" alt="" width="97" height="150" /></a>Są takie, które przeskakują z tomu do tomu, niczym rącze kangury. Grozi im wiele niebezpieczeństw. A to wpadną pod łóżko lub kanapę, pod którymi odnajdzie je rura łapczywego odkurzacza. To znów zawieruszą się wśród innych papierów, by przy okazji porządków podzielić ich makulaturowy los. Wylądują na podłodze pociągu, aby przed dopełnieniem swych dni odbyć jeszcze kilka podróży. Wpadną do jeziora, morza lub rzeki i przez krótką chwilę będą żaglówką, okrętem lub barką. A może uniesione podmuchem, przeistoczą się w balony, samoloty lub rakiety, które spłoną w atmosferze&#8230;</p>
<p>Są też inne. Założone w pół słowa. Przykrywające niedokończone zdania. Albo przeciwnie; mające utrwalić kilka słów ważnych, pamiętną stronicę, znaczący akapit… Aż do ostatniego atomu przenikają duchem (a)tomów, na straży których je postawiono. Jest wszakże inna możliwość; one same posiadły taką wagę, że ukryto je w bezpiecznym przytułku. I trwałyby w zapomnieniu, gdyby nie przeprowadzki, remonty i przemeblowania, dzięki którym sięgamy czasem do książek zapomnianych, lektur minionych, przysypanych warstwami późniejszych fascynacji. Drżącą ręką sięgamy po stare woluminy, otwieramy je na chybił-trafił… A może nie, wcale nie? Same otwierają się dokładnie tam, gdzie przed laty spadły krople pamięci. Odłamki bursztynu, w których zastygł czas.</p>
<p>Zrozumienie nie przychodzi natychmiast. Bo jak zinterpretować liść, który wypada – a raczej wysypuje się – spomiędzy pożółkłych stronic? Choć pokruszony, odczytujemy w nim znajomy kształt. I oto…</p>
<p>…Siedzimy na odrapanej ławce… Ocieniona łaskawym skupieniem klonu jest świadkiem naszych pierwszych poetyckich wtajemniczeń…</p>
<p>Biorę do ręki biografię Jana Sebastiana Bacha, która otwiera się na przykładzie nutowym z &#8220;Pasji Mateuszowej&#8221;. Między stronami tkwi kartka, będąca zapisem pewnego eksperymentu…</p>
<p>…Wraz z australijskim przyjacielem siedzimy przy chybotliwym stoliku, zastanawiając się, czy możliwe jest napisanie wiersza „na cztery ręce”; połowa każdego wersu powstaje bez wiedzy o tym, co stworzył współautor. Mam przed oczami zapisaną serwetkę, wiotką jak całe ówczesne kawiarniane menu, ograniczone do wodnistej kawy i ciepłego piwa (na serwetce wyraźna plama; kawa, choć cienka, odcisnęła się trwale). Ale jakie to miało znaczenie, skoro w zaduchu kawiarni &#8211; speluny na dzisiejsze standardy &#8211; fruwały muzy… Już później dowiedziałem się, że gra o podobnych regułach została wymyślona przez francuskich surrealistów, którzy nadali jej nazwę <em>cadavre exquis </em>(&#8220;wykwintne zwłoki&#8221;; od dwóch pierwszych słów ułożonych nową metodą)<em>. </em>Rezultatu naszej próby nie opublikuję. Nie dlatego, że nie ma sensu. Przeciwnie. Jest za dobry!  Gdy próbowałem się nim dzielić jeszcze wtedy, posądzano mnie o mistyfikację szytą grubymi nićmi…</p>
<p>Otwieram kolejny tom. Z ukrytej wewnątrz karteczki wynika jasno, że jest zakładką                   c a ł e j książki.</p>
<p><em>Udało mi się kupić na kiermaszu „Disneyland”. Ostatni egzemplarz, więc jest trochę podniszczony, ale to przecież nie jest ważne…</em></p>
<p>Prezent. Przeczytałem. Oczywiście, że przeczytałem. Potem jeszcze &#8220;Pożegnania&#8221;. &#8220;Dworzec w Monachium&#8221;. &#8220;Jezioro Bodeńskie&#8221;.</p>
<p>Przede mną „Wyznania św. Augustyna”. A w nich… rachunek! Właściwie kwitek z kasy, bez wyszczególnienia zakupionych towarów (mówimy o czasach znacznie wyprzedzających epokę kas fiskalnych). Jedynym tropem pozostaje kwota, która dzisiaj jednak nic nie mówi&#8230; Dlaczego właśnie ten skrawek papieru trafił w objęcia biskupa Hippony, a nie na śmietnik? Nagły błysk.</p>
<p>To nie o rachunek chodziło, tylko o ekspedientkę! Jej ręce podawały szare mydło lub paczkę papierosów, które gasły nim zdążyły się rozpalić, albo pół czerstwego chleba&#8230; Tak, o nią chodziło; ubraną w czarną spódnicę i jasnoniebieską bluzkę. O nią, która zamiast pozować Botticellemu, z ironicznego kaprysu historii stanęła za ladą, i obdarzona fiołkowym lub szafirowym spojrzeniem, ponad którym pyszniła się korona złotych włosów, uszczęśliwiała szarych konsumentów codzienności… Co było dalej? Nie pamiętam. Może już tam nie wróciłem? Albo zniknęła Szafirowa Wenus? Lub natknąłem się na nią w towarzystwie kierowcy dostawczaka, w sytuacji jednoznacznie określającej, że fiołkowość jej oczu nie jest zainteresowana ani Botticellim, ani Augustynem, a już na pewno nie mną…</p>
<p>Z książki dedykowanej Wenecji (Josif Brodski, &#8220;Znak wodny&#8221;) wypada kartonik formatu karty kredytowej. Cóż to może być? Już wiem! Bilet na tramwaj wodny, zwany <em>vaporetto</em>. Z całą wyrazistością słyszę naraz głośną rozmowę wielopokoleniowej hiszpańskiej rodziny, z którą los zetknął mnie na kilka chwil w plątaninie weneckich kanałów.</p>
<p>Kolejny biały kruk. Biały? Obłożony w papier, dla jakiegoś powodu zwany „szarym” (w rzeczywistości, o kolorze celulozowo-beżowym), co niezbicie dowodzi, że wydawnictwo należała ongiś do biblioteki. Owszem, jest i pieczątka. Co ciekawe, książka pozbawiona jest okładki właściwej. Kartkując, ani przez chwilę nie mam jednak wątpliwości: to &#8220;Hrabia Monte Christo&#8221;. Dlaczego został zmasakrowany? I nagle przypominam sobie imprezę, i kolegę, którego tak zachwyciła okładka powieści Dumasa, że postanowił ją sobie przywłaszczyć. Ten kolega uwielbiał komiksy&#8230; Nie odważyłem się odnieść zdekompletowanej książki. Ale jest i zakładka. Czytam i pamiętam.</p>
<p><em>wąchałem bzy – bz – bzz</em></p>
<p><em>okazało się, że bzy nie pachną</em></p>
<p><em>tylko dźwięczą</em></p>
<p>A tu jeszcze coś. &#8220;Wahadło Foucaulta&#8221;<em>.</em> Spomiędzy stronic uwalnia się i łagodnie spływa na ziemię karteczka z innym tekstem.</p>
<p><em>starzy ludzie są jak cienie</em></p>
<p><em>ubierają się w popelinowe koszule czapki i kurtki</em></p>
<p><em>o nieokreślonym kolorze</em></p>
<p><em>jakby w pierwszym kroku </em></p>
<p><em>do uzyskania przezroczystości</em></p>
<p>I już pamiętam. Jesienny spacer w Łazienkach. Twarze ludzi, którzy przeminęli. Ale przecież nie całkiem. Ich przezroczystość znów nasyciła sie barwą.</p>
<p>Po chwili uważnie pakuję wszystkie zakładki w stare miejsca. Może kiedyś znowu je odkryję? Może znowu coś mi przypomną? Przywołają? Ożywią, na przekór niebytowi?</p>
<p>A może znajdzie je ktoś inny. Znajdzie i wyrzuci.</p>
<p>Lub odczyta po swojemu.</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/hajton.wordpress.com/2742/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/hajton.wordpress.com/2742/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/hajton.wordpress.com/2742/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/hajton.wordpress.com/2742/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/hajton.wordpress.com/2742/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/hajton.wordpress.com/2742/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/hajton.wordpress.com/2742/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/hajton.wordpress.com/2742/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/hajton.wordpress.com/2742/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/hajton.wordpress.com/2742/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/hajton.wordpress.com/2742/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/hajton.wordpress.com/2742/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/hajton.wordpress.com/2742/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/hajton.wordpress.com/2742/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=hajton.wordpress.com&#038;blog=14252043&#038;post=2742&#038;subd=hajton&#038;ref=&#038;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://hajton.wordpress.com/2012/05/09/zakladki-do-ksiazek/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="https://secure.gravatar.com/avatar/48f466339175213b4228f0f2b21c31af?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">hajton</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://hajton.files.wordpress.com/2012/05/disneyland3.jpg?w=97" medium="image">
			<media:title type="html">disneyland</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Drzwi a sprawa Czarnoleskiego</title>
		<link>https://hajton.wordpress.com/2012/05/05/drzwi-a-sprawa-czarnoleskiego/</link>
		<comments>https://hajton.wordpress.com/2012/05/05/drzwi-a-sprawa-czarnoleskiego/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 05 May 2012 11:13:06 +0000</pubDate>
		<dc:creator>hajton</dc:creator>
				<category><![CDATA[książki]]></category>
		<category><![CDATA[O KSIAŻKACH]]></category>
		<category><![CDATA[zabawy literackie]]></category>
		<category><![CDATA[Altowiolista]]></category>
		<category><![CDATA[aria]]></category>
		<category><![CDATA[Bartosz Czarnoleski]]></category>
		<category><![CDATA[drzwi]]></category>
		<category><![CDATA[Eston]]></category>
		<category><![CDATA[Jontek]]></category>
		<category><![CDATA[Kobiela]]></category>
		<category><![CDATA[Moniuszko]]></category>
		<category><![CDATA[Ostatni koncert]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[szumią jodły na gór szczycie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://hajton.wordpress.com/?p=2705</guid>
		<description><![CDATA[Jakiś czas temu zdarzyło mi się dość nieopatrznie zobowiązać do napisania recenzji „Ostatniego koncertu”  (http://hajton.wordpress.com/2012/02/29/ostatni-koncert/). Mało tego; aby nie być posądzonym, że się czepiam – a już zwłaszcza, przystępuję do pisania tekstu z gotową tezą – miałem przyjrzeć się „dziełu” od zgoła nietypowej strony. Trudno i darmo – jak mawiała moja babcia. Słowo się rzekło. Niech częstotliwość i &#8230; <a href="https://hajton.wordpress.com/2012/05/05/drzwi-a-sprawa-czarnoleskiego/" class="more-link">Continue reading <span class="meta-nav">&#187;</span></a><img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=hajton.wordpress.com&#038;blog=14252043&#038;post=2705&#038;subd=hajton&#038;ref=&#038;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://hajton.files.wordpress.com/2012/05/drzwi.jpg"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-2715" title="drzwi" src="http://hajton.files.wordpress.com/2012/05/drzwi.jpg?w=150&h=112" alt="" width="150" height="112" /></a>Jakiś czas temu zdarzyło mi się dość nieopatrznie zobowiązać do napisania recenzji „Ostatniego koncertu”  (<a href="http://hajton.wordpress.com/2012/02/29/ostatni-koncert/">http://hajton.wordpress.com/2012/02/29/ostatni-koncert/</a>). Mało tego; aby nie być posądzonym, że się czepiam – a już zwłaszcza, przystępuję do pisania tekstu z gotową tezą – miałem przyjrzeć się „dziełu” od zgoła nietypowej strony. Trudno i darmo – jak mawiała moja babcia. Słowo się rzekło. Niech częstotliwość i sposób pojawiania się w książce… drzwi, tak właśnie, najróżniejszych drzwi, da odpowiedź na proste pytanie: czy B. C. nie próbował czasem wywarzyć tych, które od dawna już są otwarte?..</p>
<p>Na początku występują jako figura czysto metaforyczna.</p>
<ul>
<li><em>Czytelnicy zamykali z westchnieniem książkę, a bohaterowie – z ulgą – drzwi, by przekonać się już wkrótce, że magia, niezwykłość, krótkotrwała intensywność, mogąca tygodniową zawartością wypełnić i pół ludzkiego życia – musiały znaleźć kompensację w bytowaniu może faktycznie długim i szczęśliwym, ale także nieco… codziennym. </em></li>
</ul>
<p>Za to już w kolejnych pojawia się człowiek.</p>
<ul>
<li><em>Nie musiałem długo czekać; po tygodniu adwokat zapowiedział się telefonicznie, by wkrótce zakołatać do moich drzwi.</em></li>
</ul>
<p>A w następnych… pies!</p>
<ul>
<li><em>– Miłość zupełnie nie tragiczna, tylko trochę dramatyczna – i niekiedy komiczna! – krzyknęliśmy w duecie, ponieważ w drzwiach pojawił się Eston wracający z patrolu; gdy tylko nas dostrzegł, wystartował do rozbiegu, zakończonego efektownym skokiem, którym wbił się między nas, na trzeciego. </em></li>
</ul>
<p>Kolejne nie są ani metaforą, ani też tłem dla jakiejkolwiek postaci. Ot, drzwiowa proza.</p>
<ul>
<li><em>Była też toaleta z łazienką i prysznicem oraz skryte za solidnymi drzwiami zejście do piwnicy.</em></li>
</ul>
<p>Za to następne służą do wyrażenia czynności akustycznej (dodam, że chodzi o drzwi samochodowe) –</p>
<ul>
<li><em>– Nic tu po nas&#8230; – rzucił Robert trzaskając drzwiami.</em></li>
</ul>
<p>lub – jak w kolejnym przypadku – akustyczno-zagłuszającej:</p>
<ul>
<li><em>I to mnie właśnie tak wk&#8230; – ostatnie słowo zostało zagłuszone przez głośno trzaskające drzwi. </em></li>
</ul>
<p>Pojawiającym się teraz trzeba przypisać znacznie bardziej artystyczny charakter.</p>
<ul>
<li><em>Drzwi dla publiczności zostały otwarte na pół godziny przed rozpoczęciem koncertu.</em></li>
</ul>
<p>Za to dwa kolejne przypadki brzmią, trzeba przyznać, trochę niepokojąco.</p>
<ul>
<li><em>Drzwi od mieszkania uchyliły się bezszelestnie.</em></li>
<li><em>Bielski delikatnie pchnął drzwi od łazienki…</em></li>
</ul>
<p>I tym sposobem dotarliśmy do końca pierwszej części. Powiedzmy szczerze: otworów wejściowo-wyjściowych nie było na tyle dużo, aby pokusić się o głębsze wnioski. Zresztą, wniosków miało nie być; niechaj drzwi mówią same za siebie.</p>
<p>Część druga.</p>
<ul>
<li><em>Pędem ruszyłem w stronę jednych, potem drugich drzwi, które powinny otworzyć się automatycznie.</em></li>
</ul>
<p>Powinny były… Czyli pewnie się nie otworzyły. Nareszcie coś się dzieje…</p>
<ul>
<li><em>Za drzwiami wagonu pojawiła się obsługa pociągu.</em></li>
</ul>
<p>Miejsce akcji też jakby się określiło.</p>
<ul>
<li><em>Gdy dotarliśmy na widownię, otwierano właśnie drzwi dla publiczności</em>.</li>
</ul>
<p>Coś podobnego już chyba było, panie Czarnoleski…</p>
<ul>
<li><em>W ciągle nieskazitelnej ciszy usłyszałem skrzypnięcie drzwi.</em></li>
</ul>
<p>I akustyczne wykorzystanie też jakby w powtórce, choć tym razem cichutko, przyznaję.</p>
<p>Następne drzwi różnią się jednak od poprzednich. Już choćby swoją mobilnością.</p>
<ul>
<li><em>Niezatrzymywany przez nikogo przekroczyłem granicę ruchomych drzwi, wpadając od razu w barwny, rozfalowany wesołym oczekiwaniem tłum.</em></li>
</ul>
<p>A następnie:</p>
<ul>
<li><em>Przez uchylone drzwi wpadłem do domu.</em></li>
</ul>
<p>Raczej oczywiste; trudno, żeby dostał się do środka przez zamknięte. Chociaż, z altowiolistami nigdy nic nie wiadomo…</p>
<ul>
<li><em>Pielęgniarka delikatnie wypchnęła mnie z gabinetu, zamykając za mną drzwi.</em></li>
</ul>
<p>Nawet służba zdrowia miała go dosyć?</p>
<ul>
<li><em>Drzwi gabinetu otworzyły się po dobrej godzinie.</em></li>
</ul>
<p>Ciekawe, co bohater robił przez ten czas?</p>
<ul>
<li><em>Gdy ruszyłem w kierunku drzwi, adwokat wstał i czyniąc gest, jakby chciał ściągnąć okulary powiedział ściszonym głosem: – Niech pan chwilę zaczeka.</em></li>
</ul>
<p>O proszę, nawet dialog od czasu do czasu się pojawia&#8230;</p>
<ul>
<li><em>Weterynarz zamykał właśnie drzwi od praktyki.</em></li>
</ul>
<p>Zamykają, otwierają… Czy ilość działań przy drzwiach jest naprawdę aż tak ograniczona?</p>
<ul>
<li><em>Dottore westchnął, ale najwyraźniej chciał w stu procentach wykluczyć mój udział w konsumpcji spaghetti, bo ponownie otworzył zamknięte już drzwi.</em></li>
</ul>
<p>Otworzył zamknięte, a to ładne… Nawiasem mówiąc, ciekawe, co temu dottore przeszkadzał udział Bartosza w posiłku? Czyżby altowiolista nie potrafił zachować się przy stole?</p>
<ul>
<li><em>Ścieżka prowadząca do drzwi wejściowych wspinała się pod dość sporym kątem, zaś to, czego szukałem znajdowało się nad portykiem; bez uniesienie głowy nie miało prawa znaleźć się w zasięgu wzroku.</em></li>
</ul>
<p>Portyk. Jakie ładne słowo… (coś jak „portugalski gotyk”).</p>
<ul>
<li><em>Tablica z nazwą i herbem stanowiła rodzaj drzwiczek, dających się otworzyć po wysunięciu dwóch metalowych bolców.</em></li>
</ul>
<p>Nareszcie jakieś zdrobnienie. Już się bałem, że dla wyobraźni pisarskiej pana C. znalezienie drzwi w wymiarze mini jest wyzwaniem ponad miarę.</p>
<p>Tymczasem szczęśliwie (?) dotarliśmy do części trzeciej.</p>
<p>I od razu rozmach; drzwi nam się roztrajają…</p>
<ul>
<li><em>Mamy tu sformułowania typu: jedno łóżko, dwa krzesła, stół, lampa sufitowa, szafa trzydrzwiowa i… niestety, niewiele więcej…</em></li>
</ul>
<p>Zaś w następnym rozdziale występują aż ośmiokrotnie!</p>
<ul>
<li><em>Dopadło mnie poczucie blokady: tyle drzwi czeka na otwarcie, a ja siedzę w poczekalni i obgryzam paznokcie…</em></li>
</ul>
<p>Hm, nie chciałbym być złośliwy, ale zamiast obgryzać paznokcie&#8230;</p>
<ul>
<li><em>W solidnym, betonowym ogrodzeniu – dotąd sądziłem, że zazdrośnie strzeże tajemnic zupełnie innej posiadłości – uchyliły się wcześniej niedostrzegalne drzwi.</em></li>
<li><em>Bałem się, że odburknie coś w rodzaju: to niech pan zaparzy herbatę, ale w tym momencie z uchylonych drzwi w ogrodzeniu wyłonił się wysoki blondyn z długimi włosami, na widok którego twarz mechanika rozszerzyła się w uśmiechu.</em></li>
<li><em>Na wszelki wypadek sprawdziłem czy drzwi alto są dobrze zatrzaśnięte. </em></li>
<li><em>Gdy otworzyłem drzwi, Eston zrobił coś zupełnie nieoczekiwanego.</em></li>
<li><em>Drzwi od usytuowanego na czwartym piętrze mieszkania kwartetowych kompanów były uchylone.</em></li>
<li><em>Automat zatrzaskujący drzwi wejściowe zakląskał pożegnawczo.</em></li>
</ul>
<p>Muszę przyznać, że „pożegnawcze kląskanie” brzmi nieźle.</p>
<ul>
<li><em>Niech pan nie zamyka drzwi, wrócimy jeszcze po nogi – rzucił jeden na odchodnym.</em></li>
</ul>
<p>No, no… O jakich nogach mowa?..</p>
<ul>
<li><em>Kelnerzy otwarli drzwi i znaleźli pana K. siedzącego na sedesie.</em></li>
<li><em>Jeden z kelnerów pokazał nam jeszcze, jak za pomocą monety można otworzyć lub… zamknąć drzwi od kabiny.</em></li>
</ul>
<p>Uroczo, nieprawdaż?</p>
<ul>
<li><em>Rozległo się pukanie do drzwi.</em></li>
</ul>
<p>Wtórne. W iluż to książkach rozlega się pukanie do drzwi?..</p>
<ul>
<li><em>Nadkomisarz lekko popchnął mnie w kierunku drzwi. </em></li>
</ul>
<p>Gry i zabawy towarzyskie?</p>
<ul>
<li><em>Epoki i ustroje się zmieniają, ale drzwi w konserwatorium trwają na ociężałych pozycjach. </em></li>
<li><em>Potem wspomina się i te szkoły, i ten okres beztroski, pełen możliwości, gdzie wszystko dopiero przybiera kształt, a żadne drzwi nie wydają się zamknięte…</em></li>
</ul>
<p>No proszę, mamy i filozoficznie!</p>
<ul>
<li><em>W drzwiach gabinetu minąłem się z grupką mężczyzn ściągających na wezwanie szefa.</em></li>
</ul>
<p>Czyżby zbierali siły do finału?</p>
<p>Okazuje się, że nie, bowiem akcja trwa w najlepsze.</p>
<ul>
<li><em>Bezgłośnie przyłożyłem ucho do dębowych drzwi pokoju czterysta siedem.</em></li>
</ul>
<p>Chciałbym zobaczyć, jak przykłada się ucho do drzwi – głośnie.</p>
<ul>
<li><em>Stałem nieporuszony, przygotowany, że drzwi znienacka się otworzą i stanie w nich rozwścieczony P.</em></li>
</ul>
<p>Chciałbym zobaczyć, jak można stać poruszonym…</p>
<ul>
<li><em>Wyważyć drzwi?</em></li>
</ul>
<p>Na szczęście nie było potrzeby.</p>
<ul>
<li><em>Drzwi uchyliły się bezszelestnie. </em></li>
<li><em>Dlatego wyglądam, jakbym twarzą otwierał szklane drzwi.</em></li>
</ul>
<p>To tak wygląda bezszelestne otwieranie drzwi przez altowiolistę?</p>
<ul>
<li><em>Ł. klepnął mnie w plecy z siłą… drzwi do konserwatorium.</em></li>
</ul>
<p>Ryzykowne porównanie…</p>
<ul>
<li><em>U końca korytarza znajdowały się jeszcze jedne drzwi, opatrzone imponującą kłódką szyfrową.</em></li>
</ul>
<p>No, no, obiecujące…</p>
<ul>
<li><em>Wejdź przez złomowisko i dostań się do drzwi w ogrodzeniu.</em></li>
</ul>
<p>Brzmi jak instrukcja.</p>
<ul>
<li><em>Drzwi w betonowym ogrodzeniu znajdowały się o kilkadziesiąt kroków.</em></li>
<li><em>Manipulując przy drzwiach będę oświetlony niczym futbolista w akcji…</em></li>
</ul>
<p>I dalej.<em></em></p>
<ul>
<li><em>Drzwi od strony kierowcy zwisały smętnie.</em></li>
</ul>
<p>Dlaczego smętnie?</p>
<ul>
<li><em>Wepchnął nos w szczelinę między framugą a drzwiami, gwałtownym ruchem głowy uchylił je i tyle go widziałem… </em></li>
</ul>
<p>Domyślam się o kim mowa…</p>
<ul>
<li><em>Przebiegając obok antykwariatu wsunąłem pod drzwi kartkę i nacisnąłem dzwonek.</em></li>
</ul>
<p>No i dobrze, bo to już ostatni gwizdek „Ostatniego koncertu”.</p>
<ul>
<li><em>Człowiek ten podbiegł do maszyny i otworzył drzwi od strony pasażera.</em></li>
<li><em>Posłusznie okrążyłem dom i przekraczając lekko uchylone drzwi znalazłem się w jego środku.</em></li>
<li><em>Na antresoli znajdowało się kilkoro drzwi.</em></li>
</ul>
<p>W finale szykuje się nam prawdziwy drzwiowy festiwal.</p>
<ul>
<li><em>Wyłożone średnio gustowną, obficie lakierowaną boazerią, oświetlone było na tyle jasno, że bez trudu dostrzegłem przy drzwiach pilota, z bronią gotową do strzału.</em></li>
</ul>
<p>No, no, aż się boję.</p>
<ul>
<li><em>Krzyknąłem, ale w tym samym momencie, gdzieś w pobliskim lesie rozległa się eksplozja tak potężna, że w pokoju powypadały szyby z okien, ściany zadrżały w posadach, a drzwi wyleciały z futryn. </em></li>
</ul>
<p>Pan C. najwyraźniej przestał żartować. Tym bardziej, że:</p>
<ul>
<li><em>Brak szyb i powybijane drzwi przyspieszały dzieło zniszczenia.</em></li>
</ul>
<p>Krótko mówiąc, wesoło nie jest. Mimo wszystko, z nadzieją zajrzyjmy do epilogu.</p>
<ul>
<li><em>Mój niezaspokojony zmysł analityczny z wielką ulgą przyjął dzwonek do drzwi, zwiastujący, że godzina prawdy wybija.</em></li>
</ul>
<p>Może więc nie wszystko jeszcze stracone?..</p>
<ul>
<li><em>– Zgadza się; przecież wybuch powybijał szyby i pootwierał drzwi na oścież…</em></li>
</ul>
<p>Rzeczywiście się zgadza. Tylko co byliśmy tego świadkami.</p>
<ul>
<li><em>Po chwili drzwi na dole trzasnęły, a na schodach dały się słyszeć ciężkie, choć nieregularne kroki.</em></li>
</ul>
<p>Kto to?</p>
<ul>
<li><em>Otwarłem drzwi w samą porę.</em></li>
</ul>
<p>A mi pozostaje je zamknąć, był to bowiem ostatni cytat z drzwiami w roli głównej.  </p>
<p>Dodajmy tylko, że zostawiłem w spokoju bramy, nie czepiałem się wejść i nie szukałem wyjść bardziej wymyślnych, złożonych i zaskakujących.</p>
<p>A na zakończenie niespodzianka. Fragment arii, której słowa odgrywają w książce rolę jednego z tropów pomocniczych (w końcu mówimy o kryminale). Tym razem w interpretacji całkowicie niepowtarzalnej&#8230;</p>
<p><span style="text-align:center; display: block;"><a href="https://hajton.wordpress.com/2012/05/05/drzwi-a-sprawa-czarnoleskiego/"><img src="http://img.youtube.com/vi/1Avva-JVlX8/2.jpg" alt="" /></a></span></p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/hajton.wordpress.com/2705/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/hajton.wordpress.com/2705/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/hajton.wordpress.com/2705/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/hajton.wordpress.com/2705/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/hajton.wordpress.com/2705/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/hajton.wordpress.com/2705/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/hajton.wordpress.com/2705/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/hajton.wordpress.com/2705/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/hajton.wordpress.com/2705/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/hajton.wordpress.com/2705/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/hajton.wordpress.com/2705/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/hajton.wordpress.com/2705/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/hajton.wordpress.com/2705/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/hajton.wordpress.com/2705/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=hajton.wordpress.com&#038;blog=14252043&#038;post=2705&#038;subd=hajton&#038;ref=&#038;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://hajton.wordpress.com/2012/05/05/drzwi-a-sprawa-czarnoleskiego/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="https://secure.gravatar.com/avatar/48f466339175213b4228f0f2b21c31af?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">hajton</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://hajton.files.wordpress.com/2012/05/drzwi.jpg?w=150" medium="image">
			<media:title type="html">drzwi</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Zawsze dochodzi piąta</title>
		<link>https://hajton.wordpress.com/2012/04/29/zawsze-dochodzi-piata/</link>
		<comments>https://hajton.wordpress.com/2012/04/29/zawsze-dochodzi-piata/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 29 Apr 2012 15:16:02 +0000</pubDate>
		<dc:creator>hajton</dc:creator>
				<category><![CDATA[miniatury literackie]]></category>
		<category><![CDATA[czas]]></category>
		<category><![CDATA[godzina]]></category>
		<category><![CDATA[zegar]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://hajton.wordpress.com/?p=2262</guid>
		<description><![CDATA[Malwina jak co ranka spoglądała przez okno. Dochodziła piąta. Sąsiedzi, jeden po drugim, wyprowadzali swoje psy. Gdy inni wracali z zakupów, z siatkami pełnymi świeżych bułek, mleka, pietruszki i nienawiści, dochodziła piąta. Na schodach rozlegał się tupot spóźnionych dziecięcych nóg. Dochodziła piąta. Poranny szczyt przemijał; lokalna drużyna pierścienia zgadywała się na pierwsze wyprawy. Ciągle dochodziła &#8230; <a href="https://hajton.wordpress.com/2012/04/29/zawsze-dochodzi-piata/" class="more-link">Continue reading <span class="meta-nav">&#187;</span></a><img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=hajton.wordpress.com&#038;blog=14252043&#038;post=2262&#038;subd=hajton&#038;ref=&#038;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://hajton.files.wordpress.com/2012/04/dochodzi-pic485ta.jpg"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-2679" title="dochodzi piąta" src="http://hajton.files.wordpress.com/2012/04/dochodzi-pic485ta.jpg?w=150&h=121" alt="" width="150" height="121" /></a>Malwina jak co ranka spoglądała przez okno. Dochodziła piąta. Sąsiedzi, jeden po drugim, wyprowadzali swoje psy. Gdy inni wracali z zakupów, z siatkami pełnymi świeżych bułek, mleka, pietruszki i nienawiści, dochodziła piąta.</p>
<p>Na schodach rozlegał się tupot spóźnionych dziecięcych nóg.</p>
<p>Dochodziła piąta.</p>
<p>Poranny szczyt przemijał; lokalna drużyna pierścienia zgadywała się na pierwsze wyprawy.</p>
<p>Ciągle dochodziła piąta.</p>
<p>Pod blokiem zjawiał się listonosz, jak zazwyczaj naciskając dzwonek przy numerze trzy; tam przynajmniej nie krzyczeli „kto?!”, a on nie musiał opowiadać się hasłem „poczta” w domofon. Po prostu otwierali.</p>
<p>Przed piątą.</p>
<p>A gdy dwójka takich, co to nie sieją, nie orzą a jedzą i piją, wychodziła z domu – przeważnie osobno, ale niekiedy razem –</p>
<p>również dochodziła piąta.</p>
<p>&#8220;Artyści…&#8221; – prychano czasem. Jeden z nich zawsze grzecznie się Malwinie kłaniał. Nie mogła wywnioskować czy jest po prostu uprzejmy, czy też kpi sobie z niej.</p>
<p>Przed piątą.</p>
<p>Niezależnie na którą godzinę szli do pracy mieszkańcy budynku,</p>
<p>zawsze dochodziła piąta.</p>
<p>Podobnie jak w chwilach, gdy na horyzoncie pojawiały się obwieszone siatkami i dziećmi mamy przedszkolaków, a młodzież wracała ze szkoły, by wkrótce rozpocząć popołudniowe zajęcia.</p>
<p>Gdy z mieszkań dobywały się zapachy warzonych obiadokolacji, a potem – najpierw niecierpliwe, później syte i zadowolone odgłosy konsumpcji –</p>
<p>niezmiennie dochodziła piąta.</p>
<p>W osiedlowym sklepie struktura zakupów zmieniała się wraz z porą dnia. Im później, tym więcej sprzedawano napojów wysokoprocentowych.</p>
<p>Ale godzina była ciągle ta sama.</p>
<p>Przed piątą</p>
<p>wybuchały awantury; czasem łagodne i niezdecydowane, takie bardziej pro forma, mające na celu wykorzystanie wszelkich form życia stadnego, to znów krótkie i gwałtowne jak letnie burze.</p>
<p>Zapadał zmrok, ośmielający niektórych do zajęcia miejsca na ławeczce.</p>
<p>Dochodziła piąta.</p>
<p>Okna błyskały ekranami telewizorów, na których programy zmieniały się w tym samym czasie. Reklamy, informacje. Rozrywka, sport. Fabuła.</p>
<p>Zbliżała się piąta.</p>
<p>Gdy jeszcze później mrok eksplodował przyśpiewką kibicowską lub nieco przedwcześnie zaintonowaną pieśnią wojskową „Godzina piąta minut trzydzieści”</p>
<p>– przecież doskonale wiemy co pokazywał zegar –</p>
<p>godzina trwała.</p>
<p>Nie zmieniała jej nawet soczysta wiązką pijanych przekleństw.</p>
<p>Gdy w nocy trzaskały drzwi, zamykane gniewną ręką tych, którzy powracali do domu w niezgodzie ze światem, a w niebo wzbijały się przytłumione i pospieszne jęki kochanków –</p>
<p>dochodziła piąta.</p>
<p>Blok zasypiał; z zasłużonego wypoczynku próbował go wyrwać jakiś zupełnie już zapóźniony rycerz nocy.</p>
<p>A nad ranem budynek otwierał oczy, przecierał je, próbując w wąskim paśmie okna nad firankami dostrzec zapowiedź świtu, dobrą wróżbę na nadchodzący dzień.</p>
<p>Dochodziła piąta.</p>
<p>Działo się tak już ponad dwa lata, kiedy to pewnego dnia, kilka minut przed piątą, baterie w jedynym ściennym zegarze Malwiny odmówiły posłuszeństwa. Już następnego ranka wnuk obiecał, że przyniesie nowe. Później obiecywali to również inni: sąsiedzi, znajomi, bliższa i dalsza rodzina. Ale, prawdę mówiąc, nikomu się to nie udało. Zaganiany świat taki, myślała Malwina wyrozumiale. Aż w końcu przyzwyczaiła się do nowego porządku i gdy któregoś ranka pani Stenia wpadła radosna z paczuszką baterii R14, Malwina po jej wyjściu wyrzuciła je do kosza. Już nie chciała zmian. Tak było prościej. &#8220;Przed piątą&#8221; stało się osią jej życia. Skryta za jej niezmiennością, czuła się bezpieczniej niż kiedykolwiek dotąd.</p>
<p>To był jedyny parametr świata, któremu mogła zaufać.</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/hajton.wordpress.com/2262/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/hajton.wordpress.com/2262/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/hajton.wordpress.com/2262/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/hajton.wordpress.com/2262/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/hajton.wordpress.com/2262/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/hajton.wordpress.com/2262/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/hajton.wordpress.com/2262/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/hajton.wordpress.com/2262/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/hajton.wordpress.com/2262/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/hajton.wordpress.com/2262/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/hajton.wordpress.com/2262/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/hajton.wordpress.com/2262/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/hajton.wordpress.com/2262/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/hajton.wordpress.com/2262/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=hajton.wordpress.com&#038;blog=14252043&#038;post=2262&#038;subd=hajton&#038;ref=&#038;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://hajton.wordpress.com/2012/04/29/zawsze-dochodzi-piata/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
	
		<media:content url="https://secure.gravatar.com/avatar/48f466339175213b4228f0f2b21c31af?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">hajton</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://hajton.files.wordpress.com/2012/04/dochodzi-pic485ta.jpg?w=150" medium="image">
			<media:title type="html">dochodzi piąta</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Martwa natura z jajami</title>
		<link>https://hajton.wordpress.com/2012/04/23/martwa-natura-z-jajami/</link>
		<comments>https://hajton.wordpress.com/2012/04/23/martwa-natura-z-jajami/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 23 Apr 2012 17:44:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>hajton</dc:creator>
				<category><![CDATA[felieton literacki]]></category>
		<category><![CDATA[jaja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://hajton.wordpress.com/?p=2645</guid>
		<description><![CDATA[W publicystyce oraz debacie publicznej coraz częściej używa się powiedzeń dosadnych. Określeń przaśnych, mających jasno obrazować tezę, że głoszący je to fajny chłop (ewentualnie baba). Nie wywyższa się. Mówi otwartym (i zrozumiałym) tekstem. Wali prosto z mostu, między oczy, a jak trzeba to i poniżej pasa. Jako że okres mamy powielkanocny, odwołam się do ukochanej &#8230; <a href="https://hajton.wordpress.com/2012/04/23/martwa-natura-z-jajami/" class="more-link">Continue reading <span class="meta-nav">&#187;</span></a><img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=hajton.wordpress.com&#038;blog=14252043&#038;post=2645&#038;subd=hajton&#038;ref=&#038;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://hajton.files.wordpress.com/2012/04/monet-martwa-natura-z-jajami1.jpg"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-2648" title="Monet, Martwa natura z jajami" src="http://hajton.files.wordpress.com/2012/04/monet-martwa-natura-z-jajami1.jpg?w=150&h=118" alt="" width="150" height="118" /></a>W publicystyce oraz debacie publicznej coraz częściej używa się powiedzeń dosadnych. Określeń przaśnych, mających jasno obrazować tezę, że głoszący je to fajny chłop (ewentualnie baba). Nie wywyższa się. Mówi otwartym (i zrozumiałym) tekstem. Wali prosto z mostu, między oczy, a jak trzeba to i poniżej pasa.</p>
<p>Jako że okres mamy powielkanocny, odwołam się do ukochanej przez wielu mówców retoryki jajecznej.</p>
<p><em>Ten to ma jaja. Facet z jajami.</em> Zdarzają się nawet <em>baby z jajami</em> (domyślam się, że chodzi tu o kobiety handlujące nabiałem z wiklinowego kosza). Oto dzisiejsze dowody najwyższego uznania. Nie dziwi, że senator (a wcześniej aktor) Arnold Schwarzenegger cieszy się tak wielką popularnością. Aż chciałoby się sięgnąć po almanach typu:</p>
<p><em>My, ludzie z jajami – testosteronautów portret własny.</em></p>
<p>I przeciwnie.</p>
<p><em>Facet bez jaj</em>, czy <em>beznabiałowiec</em> (<em>Lepiej taki się nie rodził, co bezwstydnie bez jaj chodził</em>) uchodzą za najbardziej obraźliwe epitety.</p>
<p>Poczciwe jajo, zwiastun nowego życia, stało się jednostką ze wszech miar pożądaną i godną posiadania (najlepiej w parze). Chyba samo nie sądziło, że przyjdzie mu odegrać w historii aż tak ważką rolę. Zresztą, mogłoby o tym pomyśleć dopiero stając się kurą, a ponieważ nie wiadomo, co było pierwsze…</p>
<p>Krótko mówiąc, jajo to synonim samospełniającej się przepowiedni. Bowiem o ile „jaja jak berety” to jeszcze literatura, o tyle już „ale jaja” zahaczają o absolut. Podobnie jak – uwzględniające najnowsze trendy – megajaja.</p>
<p>Jeszcze wiele przed nami. Kto wie czy w przyszłości nie czeka nas reakcja jajeczna. Albo reaktor z jajami (elektrownię atomową można by nazwać jajecznicą). Dla równowagi ochrzcijmy chociaż makaron mianem dwu-, cztero-, sześcio- (zawsze parzyście) jądrowego.</p>
<p>No cóż, nie kontestuję tendencji, jedynie ją zauważając. Walka z natręctwami językowymi przypomina zbieranie z podłogi… rozbitego jajka. Widelcem.</p>
<p>Jeszcze jedno; od mówienia nikomu nie przybywa. I odwrotnie. Dewaluacja słów posunęła się za daleko.</p>
<p>Zresztą, odczepmy się od jaj. Ich szkodliwość społeczna jest niska. Nikt od nich nie ucierpi. Z wyjątkiem języka.</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/hajton.wordpress.com/2645/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/hajton.wordpress.com/2645/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/hajton.wordpress.com/2645/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/hajton.wordpress.com/2645/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/hajton.wordpress.com/2645/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/hajton.wordpress.com/2645/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/hajton.wordpress.com/2645/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/hajton.wordpress.com/2645/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/hajton.wordpress.com/2645/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/hajton.wordpress.com/2645/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/hajton.wordpress.com/2645/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/hajton.wordpress.com/2645/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/hajton.wordpress.com/2645/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/hajton.wordpress.com/2645/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=hajton.wordpress.com&#038;blog=14252043&#038;post=2645&#038;subd=hajton&#038;ref=&#038;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://hajton.wordpress.com/2012/04/23/martwa-natura-z-jajami/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="https://secure.gravatar.com/avatar/48f466339175213b4228f0f2b21c31af?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">hajton</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://hajton.files.wordpress.com/2012/04/monet-martwa-natura-z-jajami1.jpg?w=150" medium="image">
			<media:title type="html">Monet, Martwa natura z jajami</media:title>
		</media:content>
	</item>
	</channel>
</rss>
